TYFLOŚWIAT

KWARTALNIK

NR 2 (35) 2017

 

WYDAWCA

Fundacja Instytut Rozwoju Regionalnego

ul. Wybickiego 3a, 31-261 Kraków

http://www.firr.org.pl

tel.: (+48) 12 629 85 14; faks: (+48) 12 629 85 15

e-mail: biuro@firr.org.pl

Organizacja Pożytku Publicznego

Nr konta 77 2130 0004 2001 0255 9953 0005

 

Utilitia sp. z o.o.

ul. Jana Pawła II 64

32-091 Michałowice

http://www.utilitia.pl

tel.: (+48) 663 883 600

e-mail: biuro@utilitia.pl

 

Podmiotem odpowiedzialnym za publikację treści merytorycznych jest Fundacja Instytut Rozwoju Regionalnego

Podmiotem odpowiedzialnym za działalność reklamową jest Utilitia sp. z o.o.

 

REDAKTOR NACZELNY

Joanna Piwowońska

tel. kom. (+48) 663 883 332

e-mail: joanna.piwowonska@firr.org.pl

 

INTERNET

www.tyfloswiat.pl

 

SKŁAD KOMPUTEROWY

Arto Design

Joanna Nowak

 

FOTOGRAFIA NA OKŁADCE

Tribalninja

 

DRUK

K&K

 

DZIAŁ REKLAMY

e-mail: reklama@utilitia.pl

 

Redakcja nie odpowiada za treść publikowanych reklam, ogłoszeń, materiałów sponsorowanych i informacyjnych.

 

Nakład dofinansowany ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych.

Redakcja zastrzega sobie prawo skracania, zmian stylistycznych i opatrywania nowymi tytułami materiałów nadesłanych do druku. Materiałów niezamówionych nie zwracamy.

 

Wszystkie teksty zawarte w tym numerze czasopisma Tyfloświat dostępne są na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Ponownie rozpowszechniany utwór, dostępny na tej licencji, musi zawierać następujące informacje: imię i nazwisko autora tekstu, nazwę czasopisma oraz jego numer. Zdjęcia zawarte w czasopiśmie chronione są prawem autorskim i ich przedruk wymaga zgody autora.

Spis treści

Czy niewidomi słyszą lepiej?

Bardzo popularny jest pogląd, że ludzie niewidomi dysponują lepszym słuchem niż osoby widzące. Ba! Wielu sądzi, że cechuje ich nawet słuch absolutny. Jak jest naprawdę. Temat ten stał się przedmiotem pracy magisterskiej Mileny Wiśniewskiej. W zamieszczonym w numerze artykule autorka przybliża czytelnikom Tyfloświata wyniki swoich badań.

Sprytne miasto – szanse i zagrożenia dla niewidomych mieszkańców

Nasze telefony komórkowe gromadzą dane dotyczące niemalże każdej naszej aktywności, kamery monitoringu miejskiego oraz telewizji przemysłowej w obiektach publicznych śledzą niemalże każdy nasz krok. Czy inteligentne domy, ulice, a wręcz całe miasta są aż tak dużym udogodnieniem, że jesteśmy w stanie zapłacić za nie naszą prywatnością? Na pytania o zalety i wady tego typu rozwiązań stara się odpowiedzieć sobie Jacek Zadrożny.

Zmierzyć niepełnosprawność

Henryk Lubawy przedstawia krótki, acz treściwy, przewodnik po Międzynarodowej Klasyfikacji Funkcjonowania, Niepełnosprawności i Zdrowia ICF.

Pracownik z dysfunkcją wzroku okiem potencjalnego pracodawcy

Czy dysfunkcja wzroku może kształtować specyficzne, cenione na rynku pracy kompetencje? Na to pytanie starał się odpowiedzieć Stefan Dunin-Wąsowicz. W jaki sposób przekłuć własne doświadczanie przeszkód w doświadczanie sukcesu? Odpowiedź na to pytanie każdy z nas musi znaleźć w sobie.

Małopolska wdraża Konwencję o prawach osób niepełnosprawnych

Polska, podpisując w 2012 roku akt ratyfikacji Konwencji o prawach osób niepełnosprawnych, zobligowała się do wprowadzenia jej postanowień do końca 2018 roku. Tyle teoria. A jak sprawa wygląda w praktyce? Ewelina Bilińska przedstawia projekt, którego zadaniem jest ocena stopnia wdrożenia Konwencji w jednostkach samorządu lokalnego, a także wsparcie tychże samorządów w drodze do pełnej dostępności.

Na kłopoty z dostępnością - Naprawiacz

Michał Dziwisz prezentuje narzędzie do zgłaszania uchybień w dostępności przestrzeni publicznej.

 

Kongres Osób z Niepełnosprawnościami

25 października 2017 r. w Warszawie odbędzie się III Kongres Osób z Niepełnosprawnościami. Jak brzmi jego hasło przewodnie? Na jakich tematach chcielibyśmy się skupić w tym roku? Do czego posłużą wnioski z prowadzonej dyskusji? Wszystko o III Kongresie… w pigułce.

 

Czy niewidomi słyszą lepiej?

Milena Wiśniewska

Od redakcji

Ten być może trudny w odbiorze i bardzo obszerny tekst powstał na kanwie pracy licencjackiej, którą autorka pisała na Gdańskiej Akademii Muzycznej. Zamieszczamy go, mimo utrudniającej odbiór naukowej formy, gdyż dla wielu z nas może on stać się dobrą okazją do budowania samoświadomości. Dla innych być może będzie przyczynkiem do lepszego zrozumienia dość nieoczekiwanych konsekwencji czy też możliwości, które niesie ze sobą dysfunkcja wzroku.

 

Bardzo popularny jest pogląd, że ludzie niewidomi dysponują lepszym słuchem niż osoby widzące. Często słyszy się opinię, że skoro jeden ze zmysłów, w tym przypadku wzrok, nie funkcjonuje prawidłowo, to jego rolę muszą przejąć pozostałe. Szczególnie ważny, w przypadku osób niewidomych, wydaje się być słuch, ponieważ znaczenie tego zmysłu w ich życiu jest ogromne. Wykonując wszelkie czynności dnia codziennego, są one bowiem zmuszone używać słuchu z większą intensywnością niż cała niepozbawiona wzroku reszta.

Słuch osób niewidomych przez wiele lat był tematem analizowanym przez naukowców i tyflopsychologów. Niektórzy sądzili, że nie jest on inaczej wykorzystywany, lecz po prostu lepiej rozwinięty — pogląd ten wydaje się być popularny do dziś i jest często powielany, jako jeden ze stereotypów dotyczących niewidomych.

W badaniach nad interesującym nas zagadnieniem można wyróżnić trzy główne kierunki. Są to:

·        lokalizacja przedmiotów i zjawisk na podstawie bodźców akustycznych (badania nad zjawiskiem echolokacji i wykorzystywaniem jej przez osoby niewidome nabrały ostatnio jakby nowego rozpędu),

·        wyższa sprawność słuchowa u niewidomych,

·        wrodzony słuch muzyczny.

Wszystkie te zagadnienia nie są przez badaczy interpretowane jednoznacznie, a wnioski z eksperymentów naukowych znacznie się różnią.

Jeśli chodzi o pierwsze zagadnienie, interesuje nas określanie kierunku dźwięku, Dufour, Javal i Krogius stwierdzili, że zdolność lokalizacji podlega treningowi i jest lepiej rozwinięta u niewidomych. W wyniku badań pierwszego z wymienionych naukowców okazało się, że przeciętny błąd niewidomych w tym zakresie jest mniejszy niż u widzących. Krogius przeprowadził 600 prób związanych z lokalizowaniem bodźców akustycznych, w których niewidomi popełniali o połowę mniej błędów niż osoby widzące. Z kolei Griesbach, który zbadał 28 osób niewidomych i tyle samo widzących uważał, że niewielka przewaga istnieje po stronie widzących, jednak podkreślał, iż zdolność ta jest bardzo indywidualna. W jednej ze swych prac Maria Grzegorzewska pisze, że wiele wskazuje na to, iż niewidomi lepiej lokalizują dźwięki, jednak Birklen uznał, że przewaga ta nie jest dowiedziona.

W kwestii większej wrażliwości słuchowej u niewidomych poglądy badaczy na przestrzeni lat ulegały zmianie. Dawniej tyflopsychologowie, na przykład Dufour, wskazywali na większą sprawność słuchową niewidomych. Istniało przeświadczenie, które do tej pory wydaje się dość popularne, że lepiej rozwinięty słuch stanowi rekompensatę za uszkodzony zmysł wzroku. Jednak Grazzi, Waidele i Hoerter nie wykazali szczególnych różnic na korzyść niewidomych. Griesbach i Kuns stwierdzili nawet u niewidomych niższość w tym zakresie, zaś Schuder uważał, że nie mamy podstaw twierdzić, iż istnieje „wrodzona subtelność słuchu u niewidomych”.

Zdaniem Marii Grzegorzewskiej nie można mówić o przewadze niewidomych w pobudliwości słuchowej. Można jedynie stwierdzić istnienie różnic indywidualnych. Podobnie Birklen, który prowadził badania nad słuchem osób z dysfunkcją wzroku, był zwolennikiem tezy, że niewidomi nie mają specjalnie wrażliwego słuchu, a jedynie korzystają z niego bardziej efektywnie. Natomiast zdaniem Swierłowa nie ma w tym przedmiocie żadnej różnicy. Ze względu na to, że niewidomi częściej używają słuchu, gdyż jest on dla nich jednym z ważniejszych źródeł informacji o otoczeniu, ich słuch ulega lepszemu wyćwiczeniu.

Osoby z dysfunkcją wzroku uczą się lepiej interpretować dźwięki, lokalizować źródło i określać ich charakter, lecz nie zmienia się przy tym ostrość słuchu. Zmianie ulega ustosunkowanie do dźwięku, skoncentrowanie na nim, ocena tego, co się słyszy, czy zdolność do dostrzegania niewielkich nawet zmian w brzmieniu. Wszystkie te umiejętności ułatwiają niewidomym funkcjonowanie w środowisku bez zmysłu wzroku i pomagają przy tak niezbędnych czynnościach, jak orientowanie się w przestrzeni. Krzysztof Klimasiński dokonał gruntownej analizy badań dotyczących percepcji słuchowej u dzieci niewidomych. W analizowanych przez niego eksperymentach nie wykazano jednak zmian w zakresie wrażliwości słuchowej, a jedyne różnice na korzyść niewidomych dotyczyły bardziej spostrzegania słuchowego niż kompetencji sensorycznych.

Słuch muzyczny i muzykalność osób niewidomych

W badania nad wykorzystywaniem przez osoby z dysfunkcją wzroku bodźców słuchowych do swoistego obrazowania otaczającego świata czy uzyskiwania wyższego poziomu kontroli nad obiektami w otaczającej je przestrzeni zaangażowali się naukowcy z wielu dziedzin, od fizyki i matematyki poczynając, a na psychologii i neurologii kończąc. Jednak nie było to przedmiotem moich zainteresowań naukowych. Postawiłam sobie pytanie, czy bardziej intensywne korzystanie ze słuchu przez osoby niewidome sprawia, że mają one lepszy słuch muzyczny.

Także w tej kwestii na przestrzeni lat opinie badaczy znacznie się zmieniły, choć nadal popularne jest przeświadczenie, że lepszy słuch muzyczny to zdolność, którą posiadają wszyscy niewidomi.

Źródłem takich poglądów może być po części wiedza na temat roli, jaką niewidomi muzycy odegrali w historii. Postacie pozbawionych wzroku muzyków zajmowały ważne miejsce w historii muzyki. Niewidomi muzycy pojawiali się jako wędrowni minstrele, śpiewacy dworscy czy kantorzy religijni.

W literaturze można znaleźć także liczne wzmianki o niewidomych harfistach i flecistach. Co ciekawe, to, że byli niewidomi, nie było uznawane za ich słabość, wręcz przeciwnie, nadawało im godności i nabierało wręcz mitycznego znaczenia. Przez kilka stuleci w Europie istniała tradycja zatrudniania niewidomych organistów. W muzyce współczesnej, głównie jazzowej, bluesowej, gospel i innych gatunkach muzyki popularnej, również można wskazać liczne przykłady twórców, którym niepełnosprawność wzroku nie przeszkodziła w odniesieniu ogromnego sukcesu zawodowego. Do najsłynniejszych należą Ray Charles, Stevie Wonder czy Jose Feliciano. Niektórzy z nich celowo przyjmowali nawet przydomek „ślepy".

Przez lata sądzono, że muzyka jest jednym z niewielu zajęć, którym, z uwagi na ograniczenia związane z niepełnosprawnością, mogą poświęcić się niewidomi. Trzeba przyznać, że uwarunkowaniom społecznym często, choć nie zawsze, towarzyszą szczególne predyspozycje osób z dysfunkcją wzroku w tej dziedzinie. Jak zauważa Paweł Cylulko, muzyka jest najprzystępniejszą ze sztuk dla niewidomych. Zdobywają oni percepcyjną przewagę nad widzącymi odbiorcami, gdyż angażując całościowo analizator słuchowy zyskują możliwość lepszej koncentracji na bodźcach akustycznych. Dlatego muzykę wykorzystuje się często w terapii i rehabilitacji niewidomych.

Jak już wspomniałam, bardzo popularne jest przeświadczenie, że niewidomi dysponują lepszym słuchem, w tym również słuchem muzycznym. Zapoznając się z wynikami badań nad samym słuchem muzycznym u niewidomych, zauważymy dwie grupy opinii. Choć część badaczy zaprzecza popularnym poglądom dotyczącym lepszego słuchu muzycznego u osób z dysfunkcją wzroku, to jednak wiele eksperymentów, które przeprowadzono na tej części populacji, zdaje się wskazywać na ich słuszność.

Zwolennikiem pierwszej z wymienionych przeze mnie koncepcji był Birklen, który w 1924 roku, na podstawie własnych obserwacji oraz przeprowadzonej przez siebie analizy badań innych naukowców wykazał bezzasadność twierdzeń, według których osoby niewidome dysponują lepszym słuchem muzycznym.

Zaprzeczeniem tezy mówiącej o lepszym rozwoju słuchu muzycznego u niewidomych wydają się ponadto być wyniki badań przeprowadzonych przez Ewelinę Jutrzynę. Celem tych badań było sprawdzenie stanu słuchu muzycznego oraz niektórych jego komponentów wśród dzieci niewidomych we współczesnych warunkach wychowania muzycznego. Wzięło w nich udział osiemdziesiąt dzieci w wieku 7–10 lat, z czego dwadzieścia było niewidomych, tyle samo niedowidzących, a czterdzieści nie miało problemów ze wzrokiem. Dla porównania badania przeprowadzono również wśród niewidomych dzieci ukraińskich (grupa dwudziestu dziewięciu dzieci). Jutrzyna w swoim badaniu wykorzystała dwa narzędzia. Pierwszym był test inteligencji muzycznej Gordona (w teście tym każdemu zadaniu towarzyszą ilustracje, toteż musiał zostać odpowiednio przystosowany do możliwości dzieci niewidomych, które przebadano indywidualnie, i niedowidzących, dla których ilustracje zostały zaadaptowane według standardów tyflologicznych). Drugą część badania autorka przeprowadziła z użyciem narzędzia własnej konstrukcji. Złożone było ono z pięciu serii prób, każda seria była ukierunkowana na sprawdzenie jednego z komponentów słuchu muzycznego. Każda próba zawierała trzy serie, a każda seria trzy zadania, zarówno o charakterze odtwórczym, jak i twórczym.

Wyniki okazały się zbliżone do publikowanych wcześniej w literaturze. Nie zaistniały różnice pomiędzy poszczególnymi grupami badanych dzieci, zarówno pomiędzy dziećmi całkowicie niewidomymi i dziećmi bez zaburzeń wzroku, jak i pomiędzy widzącymi i słabowidzącymi, oraz słabowidzącymi i niewidomymi. We wszystkich grupach rezultaty mieściły się w podobnym przedziale.

Po analizie danych dotyczących poszczególnych komponentów słuchu muzycznego okazało się, że ich rozwój jest dość zróżnicowany. U niewidomych lepiej rozwinięty okazał się tembrowy i harmoniczny składnik słuchu, gorzej wypadł komponent wysokościowy, rytmiczny i tonalny. Zdaniem autorki badań może to być efektem specyficznego funkcjonowania dzieci niewidomych. Codzienność wymaga od nich większej koncentracji na barwie otaczających je dźwięków, stąd lepiej rozwinięty składnik tembrowy. Z kolei mniejsza aktywność ruchowa i problemy z orientacją przestrzenną mogą być przyczyną gorszego rozwoju pozostałych składników słuchu.

Trudności sprawiało dzieciom niewidomym również rozróżnianie kierunku melodii, co według autorki może być efektem ubogich doświadczeń w działalności ruchowo-rytmicznej.

Za drugą koncepcją, według której słuch muzyczny osób niewidomych jest lepszy niż słuch osób widzących, przemawiają rezultaty badań przeprowadzonych w 1973 roku przez Waldemara Bogackiego, który dokonał porównania uzdolnień w dziedzinie muzyki pomiędzy dziećmi słabowidzącymi i widzącymi. Jego celem było określenie, czy dzieci z dysfunkcją wzroku wykazują się większą wrażliwością muzyczną, porównanie zainteresowań tych dwóch grup, ze szczególnym uwzględnieniem zainteresowań muzycznych, a także porównanie częstotliwości i form kontaktów z muzyką oraz zakresu wiadomości muzycznych.

W badaniu wzięło udział pięćdziesięcioro dzieci z VI i VII klasy szkoły podstawowej dla dzieci niewidomych i tyle samo uczniów widzących, w tym samym wieku. Należy zaznaczyć, że dzieci widzące uczęszczały na zajęcia z wychowania muzycznego, prowadzone przez wykwalifikowanego nauczyciela, a ich dobór nie był uzależniony od poziomu zdolności muzycznych. Autor wskazuje również różnice środowiskowe pomiędzy grupami. Dzieci niewidome mieszkały w internacie, pochodziły na ogół ze wsi i małych miast, przez co nie miały zbyt wielu możliwości kontaktu z kulturą wysoką, w przeciwieństwie do pochodzących z dużego miasta dzieci widzących. Dodatkowo czas wolny dzieci z dysfunkcją wzroku był normowany przez zajęcia w internacie, przez co mogły mieć mniej czasu wolnego na rozwijanie swoich pasji. Poza tym należy zauważyć, że niektóre dzieci niewidome pracują w wolniejszym tempie niż ich widzący rówieśnicy, co również może powodować, że nie mogą całkowicie poświęcić się własnym zainteresowaniom.

Badanie złożone było z trzech części i użyto do niego: testu inteligencji muzycznej Winga w wersji skróconej, kwestionariusza zainteresowań Kudera oraz ankiety zainteresowań muzycznych opracowanej przez autora badań.

Test Winga miał wykazać, czy dzieci niewidome cechują się lepszym słuchem analitycznym, wysokościowym i pamięcią melodyczną. Przed przystąpieniem do testu dzieci słabowidzące miały możliwość zapoznania się z arkuszem, by lepiej się w nim orientować. Aż sześcioro dzieci z dysfunkcją wzroku uzyskało lepszy wynik od najlepszego rezultatu w grupie widzących. Różnica między średnimi wynikami w obu badanych grupach wynosiła 14 punktów. Stosunek krytyczny wyników wyniósł 2,4, zatem różnica ta jest istotna statystycznie. W kwestionariuszu zainteresowań dzieci niewidome wykazały, że poziom zainteresowania muzyką jest u nich większy niż u widzących rówieśników. Jest to, zdaniem autora, wynik mechanizmów kompensacyjnych — dzieci wybierają czynności nieobciążające wzroku, z drugiej strony efekt potrzeby kontaktów społecznych. Opracowana przez autora ankieta (dzieci słabowidzące otrzymały ją w druku powiększonym, a przy jej wypełnianiu nie było ograniczeń czasowych), wykazała natomiast, że dzieci niewidome są bardziej zainteresowane aktywnościami muzycznymi, co wyraża się między innymi w wyższym procencie dzieci niewidomych uczących się gry na instrumencie (32% niewidomych i 6% widzących), większej liczbie dzieci niewidomych uczęszczających regularnie na koncerty (odpowiednio 24% i 6%), wyższym poziomie wiadomości muzycznych i zainteresowań muzyką poważną. Poza tym 76% badanych niewidomych deklarowało chęć zajmowania się muzyką w przyszłości. Dzieci z dysfunkcją wzroku częściej pamiętały repertuar koncertów, na które uczęszczały oraz nazwiska wykonawców. Zaobserwowano u nich także większą wrażliwość emocjonalną na bodźce muzyczne, co mogło prowadzić do szybszego rozwoju pasji muzycznych.

Zainteresowania muzyczne dzieci niewidomych okazały się zbliżone poziomem do zainteresowań dzieci ze szkół muzycznych. Przyczyną może być tu większa koncentracja percepcyjna i większa wrażliwość percepcyjno-emocjonalna dzieci niedowidzących na bodźce słuchowe. Autor sugeruje, aby uczynić wychowanie muzyczne jednym z elementów rewalidacji i wykorzystać je jako szansę na lepsze przystosowanie do środowiska, poprawę samooceny i zaplanowanie przyszłego życia. Ważne wydaje się również, jego zdaniem, stworzenie odpowiedniego programu wychowania muzycznego, dostosowanego dla niewidomych, który zapewniłby szansę na optymalny rozwój ich zdolności muzycznych.

 Dowodem na to, że niewidomi przejawiają często duże zainteresowanie muzyką oraz pewne wyjątkowe predyspozycje w tym kierunku są badania Adama Ockelforda, który szczególną uwagę poświęcił dzieciom cierpiącym na dysplazję przegrodowo-oczną. Autor był nauczycielem w szkole dla niewidomych, a obserwacja wychowanków stała się dla niego inspiracją do przeprowadzenia badań. Porównał on trzydzieści dwie rodziny dzieci z tą chorobą i tyle samo rodzin dzieci zdrowych, z czego połowa dzieci z dysplazją została zakwalifikowana jako całkiem niewidome (choć część posiadała poczucie światła). Przebadano osiemnaście dziewcząt i czternastu chłopców. U jedenastu badanych występowały również opóźnienia rozwojowe, autyzm i problemy z uczeniem.

Celem wyżej wspomnianego eksperymentu było określenie muzycznych zainteresowań i możliwości dzieci z dysplazją, a przy okazji próba wskazania metod pomocy dzieciom uzdolnionym muzycznie, zarówno z dysplazją, jak i innymi dysfunkcjami wzroku. Podstawą badania był kwestionariusz, wypełniany przez rodziców. Zostały w nim zawarte pytania dotyczące zainteresowania dzieci dźwiękami otoczenia, czasu poświęcanego na muzykę, znaczenia muzyki w życiu dziecka, jego zdolności muzycznych, zaangażowania w grę na instrumencie, sposobu uczenia się muzyki i poziomu umiejętności muzycznych.

W swych badaniach Ockelford stwierdził, że dzieci mające problemy ze wzrokiem przejawiały większe zainteresowanie muzyką, a największym wykazywały się dzieci zupełnie niewidome. Było to zainteresowanie spontaniczne, nie uczyły się muzyki. Rodzice dzieci niewidomych szacowali zdolności muzyczne swoich dzieci na wyższym poziomie, niż rodzice dzieci widzących i słabowidzących. Z badań tych wynika, że dzieci niewidome wykazują większe — od widzących rówieśników — zainteresowanie dźwiękami dnia codziennego. Stwierdzono również, że w przeciwieństwie do widzących, u niewidomych nie słabnie ono z wiekiem. Na szczególne zainteresowanie muzyką wskazali wszyscy niewidomi, trzynastu słabowidzących i dwunastu widzących. Muzyka stanowi dla nich częściej źródło stymulacji i wiąże się z ważnymi momentami w życiu. Ponadto we wszystkich przypadkach dzieci niewidomych, w których wskazano na ponadprzeciętne zdolności muzyczne, rodzice zanotowali, że poświęcają one więcej niż dwie godziny dziennie na muzykowanie. Chociaż zdaniem większości rodziców zdolności muzyczne ich dzieci można określić jako wyjątkowe lub przeciętne, znalazły się również przypadki badanych, u których stwierdzono, że są one poniżej przeciętnej. W kwestionariuszu pojawiło się również pytanie dotyczące słuchu absolutnego, lecz udzielone odpowiedzi mogą nie być zgodne z prawdą, gdyż zdolność ta mogła zostać zdefiniowana niewystarczająco.

Mimo zwiększonego zainteresowania muzyką u niewidomych, prawie dwa razy mniej badanych z dysfunkcją wzroku grało na instrumentach muzycznych (odpowiednio 22% i 41%), a także mniejsza była liczba instrumentów, po które sięgały dzieci niewidome. Autor tłumaczy to między innymi rozbieżnościami wiekowymi pomiędzy grupami. Żadne z dzieci chorujących na dysplazję nie pobierało lekcji muzyki (w grupie kontrolnej na zajęcia muzyczne uczęszczało 28% badanych). Różnice te mogą być wynikiem uwarunkowań socjologicznych oraz mniejszych oczekiwań rodziców wobec dzieci niewidomych. Uczestnicy z dysfunkcją wzroku mieli większą motywację, by zajmować się muzyką i wcześniej rozpoczęli kontakt z tą dziedziną sztuki, ich poziom umiejętności muzycznych okazał się być porównywalny z poziomem widzących rówieśników. Wszystkie dzieci z dysfunkcją wzroku były samoukami, nie korzystały z notacji muzycznej (wśród widzących miało z nią do czynienia 38%). Być może właśnie z tego powodu niewidomi byli bardziej zmotywowani do tego, by podejmować próby tworzenia własnej muzyki. Aż 80% dzieci niewidomych lubiło właśnie takie aktywności, a w grupie kontrolnej tylko 48%.

Wiarygodność tego eksperymentu może jednak budzić pewne wątpliwości z kilku powodów. Rodzice wraz z dziećmi sami zgłaszali się do badania, co mogło spowodować, że proporcja dzieci muzykalnych względem tych o mniejszych zdolnościach muzycznych została w ten sposób zawyżona. Poza tym wszelkie składające się na badanie aktywności były przeprowadzone w domach pod nadzorem rodziców, przez co zawarte w kwestionariuszach wyniki mogą być nacechowane subiektywizmem. Dodatkowo w grupie dzieci z dysplazją występowały dość znaczne różnice wieku między uczestnikami, a średnia wieku była w przybliżeniu o rok niższa od średniej wieku w grupie kontrolnej (odpowiednio 6 lat i 11 miesięcy oraz 7 lat i 9 miesięcy).

W roku 2009 Adam Ockelford opublikował pracę będącą kontynuacją poprzedniej publikacji, tym razem jego badania dotyczyły dzieci, u których utrata wzroku została spowodowana przez retinopatię wcześniaczą.

Wyniki badań przedstawionych w obu publikacjach są zasadniczo podobne, trzeba jednak uwzględnić niewielkie różnice. Rozbieżności te wynikały choćby z różnicy wieku między badanymi grupami. Dzieci z retinopatią były starsze, co za tym idzie mniej interesowały się dźwiękami otoczenia, bardziej fascynowała je sama muzyka. Podobnie, jak w pierwszej pracy Ockelford zajął się zagadnieniem słuchu absolutnego, jednakże dzięki bardziej precyzyjnemu sformułowaniu pytania w kwestionariuszu mamy tu do czynienia z bardziej miarodajnymi wynikami.

Czworo rodziców dzieci słabowidzących stwierdziło, że ich dzieci posiadają ten rodzaj słuchu, a dwoje nie było w stanie odpowiedzieć na postawione pytanie. Wśród niewidomych piętnaścioro wskazano jako słyszących absolutnie, dwoje jako nie dysponujących tym rodzajem słuchu, a czternaścioro rodziców nie umiało tego określić. Oczywiście, dane byłyby bardziej miarodajne, gdyby można było sprawdzić poziom słyszenia dzieci, których rodzice nie potrafili udzielić odpowiedzi. Wbrew negatywnym opiniom opiekunów w przypadku trojga dzieci autorowi wydaje się, że mogły one posiadać słuch absolutny. Przy tym założeniu w badanej grupie omawianą tu zdolność posiadało osiemnaścioro, czyli 58% badanych, przy czym zauważalna była przewaga chłopców. Widać wyraźnie, że procent słyszących absolutnie był wyższy wśród niewidomych, którzy utracili wzrok w wyniku przebytej retinopatii niż wśród cierpiących na dysplazję, autor nie potrafi jednak wskazać przyczyn tych dysproporcji. Podkreśla, że słuch absolutny rozwija się u niewidomych nawet wtedy, gdy nie podjęli oni wcześnie edukacji muzycznej, wykształca się samoistnie i staje się zdolnością uniwersalną, mogącą występować nawet u 50% osób z zaburzeniami zmysłu wzroku. Jego zdaniem jest to potwierdzenie teorii, według której oddziaływanie środowiska zmniejsza potencjalne predyspozycje do posiadania słuchu absolutnego, mogące występować u wszystkich, u niewidomych zaś potencjał ten zostaje całkowicie wykorzystany dzięki pełniejszemu użyciu zmysłu słuchu.

Pomiędzy niewidomymi z retinopatią, a tymi, którzy posiadają dysplazję nie zaobserwowano szczególnych różnic, zatem widać, że wyjątkowe predyspozycje do zajmowania się muzyką są właściwe dla osób niewidomych w ogóle, niezależnie od rodzaju schorzenia. Nawet jeśli weźmie się pod uwagę różne mankamenty przedstawionych tutaj badań naukowych, nie ulega wątpliwości fakt, że muzyka w życiu dzieci z dysfunkcją wzroku ma wielkie znaczenie. Jest ona ważnym środkiem w wyrażaniu emocji, a także towarzyszy przy odpoczywaniu.

Autorzy badający omawiane przeze mnie zagadnienie zwracają ponadto uwagę na trudności, jakie mogą napotkać dzieci niewidome utalentowane muzycznie, chcące się w tym kierunku rozwijać.

Z informacji udzielonych przez rodziców wynika, że często spotykają się z odmową ze strony nauczycieli muzyki, którzy nie czują się na siłach, by uczyć dzieci z niepełnosprawnościami, gdyż wciąż panuje przekonanie, że przysparzają one wielu problemów w nauce. Jako, że z problemem odmowy kształcenia dzieci z niepełnosprawnościami spotykają się także rodzice dzieci posiadających niezwykły talent muzyczny, ważne jest, by zrobić wszystko, co tylko możliwe, by zapewnić im możliwości rozwoju w tej dziedzinie, na przykład z zastosowaniem takich środków, jak metoda Suzuki. Jest to o tyle ważne, że pomimo istnienia brajlowskiej notacji muzycznej, która jest wykorzystywana przez niektórych niewidomych muzyków, dla części z nich może być ona trudna do opanowania i z tego powodu należy poszukiwać metod zastępczych.

Słuch wysokościowy u osób niewidomych

Jednym z istotnych, a zarazem dobrze poddających się pomiarom parametrów określających jakość słuchu jest tzw. słuch wysokościowy. W testach mierzących ten parametr zadaniem osoby badanej jest np. określenie czy słyszane kolejno po sobie dźwięki są takie same czy różne. Dźwięk o wyższej częstotliwości nazywamy tutaj dźwiękiem wyższym, a dźwięk o niższej częstotliwości odpowiednio niższym. Słuch wysokościowy jest tym lepszy, im mniejszą różnicę w częstotliwości słyszanych dźwięków osoba badana potrafi wskazać jako rzeczywiście słyszaną różnicę wysokości dźwięków.

W roku 2004 grupa kanadyjskich naukowców (między innymi Frédéric Gougoux i Franco Lepore) przeprowadziła badanie, celem którego było określenie znaczenia wieku utraty wzroku dla kształtowania się zdolności słuchowych. Badani zostali podzieleni na trzy grupy: osoby niewidome od urodzenia, w tym te, które straciły wzrok do drugiego roku życia, ociemniałe oraz widzące. Zrealizowane w trakcie eksperymentu zadanie polegało na określeniu zmiany kierunku wysokości prezentowanych dźwięków. Badanym odtwarzano pary tonów, po czym musieli oni określić, czy drugi dźwięk jest wyższy czy niższy względem pierwszego. Stopień trudności zadania był stopniowo zwiększany przez skracanie czasu trwania prezentowanych dźwięków oraz zmniejszanie różnicy częstotliwości między nimi.

We wszystkich grupach wyniki były najlepsze w warunkach wyjściowych, to jest bez zastosowania utrudnień w postaci skrócenia dźwięków oraz zmniejszenia różnicy między nimi. Podczas, gdy pomiędzy grupą widzących i ociemniałych nie zaobserwowano istotnych różnic w określaniu zmian dźwiękowych, najlepsze rezultaty uzyskała grupa osób niewidomych. Ich wyniki w najtrudniejszym wariancie zadania okazały się porównywalne z rezultatami osób widzących w jego początkowej, najprostszej formie. Można to uznać za dowód na działanie mechanizmów kompensacyjnych, które nie wiążą się, jak wcześniej sądzono, jedynie z określaniem kierunku dźwięku i źródła, z którego on dochodzi. Autorzy są zdania, że jest to dowód na zdolność do reorganizacji mózgu we wczesnym dzieciństwie. Uważają, iż połączenia wyeliminowane na wczesnym etapie rozwoju, mogą zostać wykorzystane do różnicowania wrażeń dźwiękowych przez niewidomych.

W roku 2010 opublikowane zostały rezultaty badań przeprowadzonych przez Catherine Van i innych. Ich celem było sprawdzenie, czy rzeczywiście niewidomi osiągają lepsze wyniki w zadaniach z zakresu percepcji słuchowej oraz na ile ich skuteczność w tym zakresie zależna jest od wieku, w jakim utracili wzrok. Ponadto autorom wydało się interesujące, jaki wpływ na rezultaty osób z dysfunkcją wzroku mogą mieć takie czynniki, jak płeć, doświadczenie muzyczne czy słyszenie absolutne.

W badaniu wzięły udział trzydzieści trzy osoby niewidome, a grupę kontrolną stanowiło trzydzieści trzy osoby widzące. Grupę badaną podzielono na trzy grupy: jedenaście osób niewidomych od urodzenia lub takich, które straciły wzrok krótko po urodzeniu (były to osoby w wieku 19–63 lat), jedenaście osób ociemniałych wcześnie między 1. a 14. rokiem życia (w przedziale wiekowym 25–53 lat) oraz jedenaścioro niewidomych późno ociemniałych, między 14. a 53. rokiem życia (w przedziale wiekowym 28–59 lat). Jest to pierwszy eksperyment tego typu, w którym dokonano rozróżnienia na wcześnie i późno ociemniałych. Ponadto osoby biorące udział w badaniu podzielono na pięć kategorii według doświadczenia muzycznego, od osób, które nie uczyły się muzyki lub uczyły się bardzo krótko, do takich, które aktywnie muzykowały dłużej niż 15 lat, a naukę rozpoczęły przed 10. rokiem życia.

Eksperyment składał się z trzech zadań testowych. Pierwsze z nich dotyczyło rozpoznawania i porównywania wysokości słyszanych dźwięków. Zadanie polegało na określeniu, czy drugi dźwięk jest wyższy czy niższy od poprzedniego, złożone było ze stu sześćdziesięciu prób, po czterdzieści na każdym poziomie trudności. Kolejny element eksperymentu dotyczył kategoryzacji wysokości i barwy dźwięków. Tym razem badani słyszeli pary tonów złożonych. Dodatkowo barwa tonów była zmieniana przez modyfikację trzech z czterech tonów prostych wchodzących w ich skład. Uczestnicy mieli za zadanie określić, czy w danej parze zmieniona została: wysokość dźwięku, barwa, oba te elementy, czy też nie zaszły żadne zmiany.

Ostatnią część badania stanowił test pamięci wysokości. W jego skład weszły struktury złożone z sześciu lub dwunastu tonów prostych. Wszystkie tony między pierwszym i ostatnim należało traktować jako dystraktory. Zadanie polegało na określeniu, czy pierwszy i ostatni dźwięk różniły się między sobą, czy pozostały takie same.

Dodatkowo badani musieli rozpoznać pięćdziesiąt dźwięków, wchodzących w skład testu na słuch absolutny.

W zadaniu dotyczącym rozpoznawania wysokości niewidomi okazali się lepsi od widzących, przy czym znaczącej różnicy nie odnotowano w odniesieniu do późno ociemniałych.

W kolejnym zadaniu, dotyczącym kategoryzacji barwy i wysokości, również niewidomi poradzili sobie znacznie lepiej, z wyjątkiem tych, którzy stracili wzrok najpóźniej. W ostatnim zadaniu, związanym z pamięcią wysokości, najlepsze wyniki udało się osiągnąć niewidomym od urodzenia oraz widzącym. Zdaniem autorów mogło to wynikać z faktu, że w obu tych grupach znalazło się więcej osób z doświadczeniem muzycznym.

Z wyników powyższego badania można wnosić, że im wcześniej nastąpi utrata wzroku, tym bardziej wyostrzony może stać się słuch. Całkowite pozbawienie kontaktu z bodźcami wzrokowymi u osób, które nie widzą od urodzenia, sprzyja wykształceniu umiejętności rozpoznawania wysokości. Jednakże, jak zauważono, wczesna utrata wzroku nie zawsze zapewnia większą skuteczność we wszystkich zadaniach słuchowych, o czym mogą świadczyć wyniki uzyskane przez niewidomych od urodzenia w zadaniu trzecim, które okazały się zbliżone do tych osiągniętych przez grupę kontrolną. Zdaniem autorów jednym z możliwych wytłumaczeń może być to, że prawdopodobnie większa wrażliwość słuchowa niewidomych odnosi się jedynie do podstawowych procesów i tym samym nie rozwija się w odniesieniu do takich zjawisk, jak pamięć wysokości. Doświadczenie muzyczne osób biorących udział w badaniu nie miało istotnego wpływu na uzyskane wyniki. Wydaje się zatem, że u podstaw lepszej percepcji słuchowej u osób z dysfunkcją wzroku stoi plastyczność mózgu, która dokonuje się najpełniej u osób niewidzących od urodzenia.

Zdolność do absolutnego słyszenia wśród osób niewidomych

Na początek wyjaśnijmy sobie może, czym właściwie jest słyszenie absolutne.

Jak podaje Ken’ichi Miyazaki, słuch absolutny definiuje się jako zdolność rozpoznawania bądź odtwarzania śpiewem dźwięków bez odniesienia do innych wysokości.

Osoba, która słyszy w taki sposób, wcale nie musi posiadać zdolności do echolokacji, nie musi również słyszeć dźwięków z szerszego niż reszta społeczeństwa przedziału częstotliwości czy zakresu dynamiki.

W porównaniu z przeprowadzonymi dotychczas badaniami dotyczącymi słyszenia absolutnego w ogóle, eksperymentów ukierunkowanych na badanie tej zdolności u osób niewidomych jest dosyć mało. Zdaniem Eweliny Jutrzyny za powód takiego stanu rzeczy można uznać fakt, iż w przypadku osób z dysfunkcją wzroku istnieje szereg czynników, które wpływają na kształtowanie ich słuchu, co z kolei wymaga zastosowania precyzyjnych narzędzi badawczych.

Po raz pierwszy wątek słyszenia absolutnego u niewidomych został poruszony w 1953 roku przez węgierskiego psychologa Gézy Révésza. Według przytoczonych przez niego danych, wśród dzieci z dysfunkcją wzroku uczących się muzyki, ten rodzaj słuchu posiadało 14%, natomiast wśród ich widzących rówieśników było to 5%. Dużo wyższe wyniki niewidomych w tym zakresie w 1983 roku zasugerował, na podstawie własnych obserwacji, R. Neal. Stwierdził, że w badanej przez niego grupie, złożonej z osób niewidomych, znalazło się od 40% do 60% słyszących absolutnie. Autor zakłada, że przyczyną uzyskania takich wyników może być konieczność, na jaką napotykają osoby pozbawione zmysłu wzroku, które muszą zwracać szczególną uwagę na otaczające je dźwięki, głównie na lokalizację źródła, z którego dochodzą odbierane przez nie bodźce słuchowe.

Ciekawe wyniki uzyskał podczas dwuletniej obserwacji grupy dzieci niewidomych Graham Welch. Jego pierwotnym celem było sprawdzenie muzykalności w tej grupie, lecz, choć badania, które prowadził nie były ukierunkowane na słyszenie absolutne, przypadkowo zorientował się, że ilość posiadaczy tej zdolności w poddanej testom grupie jest znacząca. Dlatego też zlecił dzieciom wykonanie krótkiego zadania ukierunkowanego na rozpoznawanie dźwięków. Złożone było ono z sześciu wysokości. Należało zidentyfikować poprawnie wszystkie słyszane dźwięki, ewentualnie z jednym półtonowym błędem, by zostać uznanym za osobę słyszącą absolutnie. Autor podkreśla, że zadanie to nie miało formy właściwej dla testów na słuch absolutny, stanowiło jedynie próbę potwierdzenia wcześniejszych przypuszczeń.

Wyniki zostały przedstawione z uwzględnieniem płci badanych. Wśród dwudziestu jeden chłopców, w wieku od 6 do 16 lat znalazło się szesnaście słyszących absolutnie (67%) i pięć niedysponujących tym rodzajem słuchu. Spośród trzynastu badanych dziewcząt w wieku od 9 do 18 lat, absolutny słuch stwierdzono u sześciu (46,2%). W całej poddanej testowi grupie, liczącej trzydziestu czterech uczniów, dwudziestu dwóch, czyli 64,7% zakwalifikowano jako słyszących absolutnie. Rezultaty te zostały potwierdzone przez konsultacje z nauczycielami muzyki pracującymi z uczniami, dlatego też, mimo niezbyt rozbudowanego zadania badawczego, autor uznaje swoje badanie za wiarygodne. Kilku nauczycieli zauważyło, że ich podopieczni potrafią identyfikować wysokość dźwięków pochodzących z przedmiotów używanych w życiu codziennym, a znane im piosenki zawsze, bez akompaniamentu, intonować we właściwej tonacji. Transponowanie nauczonych wcześniej utworów było przez uczniów od razu zauważane, a u jednego z nich wywoływało nawet zdenerwowanie.

Przyczyn wyższych zdolności słuchowych autor upatruje w podobnych czynnikach, co Neal. Skoro osoby niewidome muszą być bardziej wrażliwe na otaczający je świat dźwięków, mają większe szanse, by rozwinął się u nich słuch absolutny. Potwierdza to koncepcję Warrena Dixona Warda, według której wszyscy mamy potencjał, by wykształcić ten rodzaj słyszenia, ale potencjał ten maleje wskutek oddziaływania środowiska. U niewidomych słuch nabiera szczególnej roli, dlatego te predyspozycje mogą się rozwinąć.

Autor odnosi się do opinii Alana Costalla, według którego słuch absolutny jest wskaźnikiem skuteczności w określaniu relacji między dźwiękami. Na tej podstawie zakłada, że oddziaływanie środowiska dźwiękowego, które jest większe z uwagi na zaburzenia zmysłu wzroku, przyczynia się do wykształcenia lepszych umiejętności w określaniu wzajemnych stosunków zachodzących między słyszanymi wysokościami, co z kolei wyraża się w przewadze niewidomych w słyszeniu absolutnym.

Graham Welch podkreśla konieczność przeprowadzenia dalszych badań, mających na celu sprawdzenie natury słuchu muzycznego u niewidomych, w czym ten rodzaj słuchu może być dla nich przeszkodą i jakie mogą płynąć korzyści z jego posiadania, a także czy występowanie słuchu absolutnego zależne jest od stopnia niepełnosprawności wzroku, do jakiego wieku dzieci niewidome wykazują się szczególnymi predyspozycjami, by wykształcił się u nich słuch absolutny (czy przebiega to podobnie, jak u ich widzących rówieśników) oraz na ile słyszenie absolutne jest u niewidomych zdolnością trwałą. Autor uważa, że eksperymenty związane ze słuchem absolutnym u osób z dysfunkcją wzroku mogą dostarczyć cennych informacji dotyczących natury słuchu absolutnego w ogóle.

Większość eksperymentów dotyczących słuchu absolutnego przeprowadzonych w ostatnich latach łączy się z badaniami medycznymi, dotyczącymi sfery neurologicznej.

Ugruntowaniem dla kolejnych opisanych tu badań stał się pochodzący z 2005 roku artykuł napisany przez grupę badaczy pod przewodnictwem Amira Amediego , w którym udowadnia on hipotezę dotyczącą zachodzenia w mózgu osoby niewidomej zmian plastycznych, spowodowanych utratą wzroku, w wyniku których obszary kojarzenia wizualnego mogą przyjmować nowe funkcje. W odpowiedzi na utratę wzroku regiony odpowiedzialne za widzenie przechodzą dynamiczne zmiany, co może przyczyniać się do rozszerzania możliwości poznawczych, takich, jak pamięć czy zdolność do nauki języków. Badania z użyciem neuroobrazowania wykazały, że części mózgu, aktywne w procesach wizualnych, u niewidomych biorą udział, między innymi, w zadaniach angażujących dotyk, a także słuch i mowę (dotyczy to szczególnie potylicznej części mózgu). Odpowiada za to dość skomplikowany mechanizm, którego częścią jest prawdopodobnie powstawanie w mózgu dodatkowych połączeń. Poza tym mózg wykrywa, jaki sygnał jest dla niego najbardziej czytelny i to na nim koncentruje się najbardziej. Z tego powodu możliwe staje się angażowanie obszarów wizualnych do percepcji różnego typu bodźców, w tym dotykowych i słuchowych. Badacze zajmujący się zagadnieniem słuchu absolutnego próbują zatem odpowiedzieć na pytanie, jak mózg osoby z dysfunkcją wzroku wykorzystuje obszary, które mogłyby, po pozbawieniu ich pierwotnej funkcji, wydać się nieużyteczne i jakie to ma znaczenie dla odbierania bodźców słuchowych, w kontekście często występującej u niewidomych zdolności do absolutnego słyszenia.

W jednym z eksperymentów, przeprowadzonym w 2003 roku, sprawdzano, na ile międzyośrodkowa plastyczność może być u niewidomych pomocna w kształtowaniu się takich uzdolnień, jak słuch absolutny. David Ross zbadał jedną niewidomą kobietę oraz pięć widzących osób jako grupę kontrolną, wszyscy posiadali słuch absolutny. Badana niewidoma miała 18 lat, posiadała poczucie światła w prawym oku. Muzyki zaczęła się uczyć w wieku trzech lat, przez 8 lat grała na fortepianie, a przez 9 na trąbce. Gdy miała 6 lat zaczęła zdobywać wiedzę związaną z teorią muzyki. Przejawy absolutnego słyszenia obserwowała u siebie przez całe życie. Grupa kontrolna składała się natomiast z czterech mężczyzn i jednej kobiety. Osoby w tej grupie miały od 19 do 49 lat. Badani widzący, średnio przez 26 lat, mieli kontakt z instrumentem (brany był pod uwagę pierwszy instrument), a średnio przez 17 lat — z teorią muzyki.

Najpierw badani zostali poddani standardowemu testowi w celu potwierdzenia u nich słuchu absolutnego. Aby zostać zakwalifikowanym jako posiadacz słuchu absolutnego, należało udzielić więcej niż 80% poprawnych odpowiedzi.

Właściwą część badania stanowił test z wykorzystaniem zmiennego „do”, mający na celu sprawdzenie umiejętności posługiwania się strategiami relatywnymi, czyli określanie relacji interwałowych pomiędzy dźwiękami, bez uwzględnienia ich absolutnej wysokości. Badani słyszeli pięciodźwiękowe struktury, których pierwszy dźwięk uznawany był za „do” i na tej podstawie należało nazwać pozostałe dźwięki. Zadanie zostało zrealizowane na trzech poziomach trudności. Struktury następowały po sobie tak, aby dźwięk uznawany w każdym z elementów za „do” był tak losowy, jak to tylko możliwe. Na dwie godziny przed przystąpieniem do tej części eksperymentu, badani wykonywali zadanie treningowe, mające na celu wyćwiczenie zakresu umiejętności potrzebnych do części właściwej. Było ono do niej bardzo podobne, z tą różnicą, że użyte tu zostały fragmenty szumu, dla których opracowano umowną skalę wysokości. Osoby widzące musiały mieć podczas badania zamknięte oczy, aby uniknąć stymulacji wzrokowej. Dla sprawdzenia, jakie obszary w mózgu są aktywowane podczas wykonywania zadań, użyto funkcjonalnego obrazowania metodą rezonansu magnetycznego fMRI (jest to metoda neuroobrazowania pozwalająca na znalezienie w mózgu obszarów wykonujących określone zadanie, na podstawie wysyłanego przez nie sygnału, mierzonego przez ilość utlenionej hemoglobiny).

Wyniki uzyskane w testach przez badaną niewidomą były nieco lepsze niż w grupie kontrolnej, choć różnica nie była istotna statystycznie.

Zarówno u niewidomej, jak u widzących zaobserwowano aktywność w podobnych obszarach mózgu, co może sugerować wspólne dla obu grup źródło powstawania słuchu absolutnego. Dodatkowo u niewidomej aktywne były regiony odpowiedzialne za bodźce wizualne. Jest to potwierdzeniem faktu, który podlegał sprawdzeniu w kolejnych badaniach, że obszary wizualne muszą być u osób niewidomych wykorzystywane w inny sposób, niż do tej pory sądzono, że mogą one odczytywać sygnały dźwiękowe i somatosensoryczne. W tym badaniu po raz pierwszy stwierdzono, że może to również dotyczyć bodźców muzycznych. Badacze sugerują, że zdolności muzyczne oraz to, jak wiele biorąca udział w badaniu niewidoma jest w stanie opanować wyłącznie za pomocą słuchu i pamięci, zawdzięcza właśnie zaangażowaniu w procesy związane z muzyką dodatkowych obszarów mózgu.

Kolejny eksperyment miał na celu stwierdzenie, czy rzeczywiście wśród niewidomych można wskazać więcej osób ze słuchem absolutnym oraz czy charakterystyczne zachowanie się mózgu osób widzących ze słuchem absolutnym można zauważyć również u niewidomych posiadających tę zdolność.

W tym badaniu, które przeprowadził w roku 2004 Roy Hamilton, wzięło udział dwadzieścia jeden  osób (dziewięciu mężczyzn i dwanaście kobiet), którzy amatorsko lub profesjonalnie zajmowali się muzyką. Średnia wieku w grupie badanej wyniosła 47,4 lat. Wszystkie osoby były niewidome od urodzenia lub straciły wzrok przed 6. rokiem życia. Uczestnicy wypełnili kwestionariusz, zawierający pytania dotyczące różnych aspektów ich doświadczenia muzycznego, w tym posiadania przez nich słuchu absolutnego. Aż dwanaście osób zadeklarowało, że słyszy absolutnie. Aby potwierdzić informacje zdobyte od badanych, przeprowadzono dwa testy na słuch absolutny wśród tych, którzy zadeklarowali, że dysponują tą zdolnością, przy czym nie było możliwe przetestowanie wszystkich potencjalnych posiadaczy słuchu absolutnego i testom poddano 7 osób. Aby zostać uznanym za posiadacza słuchu absolutnego należało właściwie zidentyfikować 90% wysokości dźwięków w obu testach. Wszyscy badani, którzy wykonali zadania, udzielili odpowiedzi powyżej ustalonego progu.

Następnie grupę trzynastu niewidomych – ośmiu osób ze słuchem absolutnym (w tym siedmiu badanych wyżej wspomnianymi testami)) oraz pięciu bez słuchu absolutnego – poddano badaniom przy użyciu funkcjonalnego obrazowania metodą rezonansu magnetycznego (fMRI).

Jak już wspomniano, ponad połowa spośród badanych niewidomych zadeklarowała posiadanie zdolności do słyszenia absolutnego. Wyniki uzyskane w testach przez osoby niewidome należy uznać za imponujące, szczególnie porównując z rezultatami, jakie w identycznie przeprowadzonym teście uzyskały osoby widzące, spośród których tylko 21,6% posiadało słuch absolutny. Interesujący okazał się fakt, że niewidomi posiadacze słuchu absolutnego rozpoczynali swoją edukację muzyczną w wieku około 8 lat, to jest średnio o 3 lata później niż widzący. Badacze sugerują, że u osób niewidomych nie można mówić o występowaniu okresu krytycznego w kształtowaniu się zdolności do słyszenia absolutnego (za stwierdzeniem tym przemawia fakt, że niektóre osoby z dysfunkcją wzroku, słyszące absolutnie, rozpoczęły edukację muzyczną dopiero w późnym dzieciństwie lub w wieku dojrzewania). Wydaje się zatem, że nawet późne rozpoczęcie nauki muzyki przez niewidomych może przyczynić się do powstania zmian neurologicznych w mózgu, leżących u podstaw zdolności do słyszenia absolutnego.

Porównanie rezultatów uzyskanych dzięki obrazowaniu metodą rezonansu magnetycznego wskazało, że u osób niewidomych ze słuchem absolutnym nie zawsze występuje lewostronna asymetria mózgu, jaką obserwuje się u osób widzących posiadających tę zdolność. Nie jest ona zatem warunkiem determinującym ten rodzaj słuchu u niewidomych. Badacze zastrzegają jednak, że grupa może być zbyt mała, aby w pełni potwierdzić te dane. Ponadto wskazano na większą niż u widzących muzyków ze słuchem absolutnym asymetrię obszaru w mózgu zwanego planum temporale, będącego częścią kory mózgowej odpowiedzialną za postrzeganie mowy i dźwięków, stanowiącą skojarzeniowy obszar słuchowy. Asymetrii tej nie zaobserwowano u niewidomych muzyków nieposiadających słuchu absolutnego. Autorzy wysuwają hipotezę, że niewidomi używają do percepcji słuchowej obszarów odpowiedzialnych za kojarzenie wizualno-kategoryczne. Plastyczność mózgu i idąca za nią zmienność neurologiczna może zatem stanowić dla niewidomych duże ułatwienie w kształtowaniu się takich zdolności, jak słuch absolutny, jednakże mechanizmy przyczyniające się do powstania tej zdolności mogą się różnić od tych, które wpływają na jej powstawanie u osób widzących.

Inna grupa badaczy z udziałem Nadine Gaap kontynuowała kierunek rozpoczęty przez opisane wyżej eksperymenty. Celem było ustalenie, czy stwierdzona w nich aktywacja dodatkowych obszarów w mózgu występuje jedynie przy zadaniach związanych ze słyszeniem absolutnym, czy pojawia się również w innych sytuacjach. Naukowcy ci porównali za pomocą rezonansu magnetycznego aktywność mózgu podczas wykonywania testu na słuch absolutny oraz testu pamięciowego u dziewięciu wykształconych muzycznie widzących mężczyzn i jednego, również wykształconego, niewidomego.

Na podstawie przeprowadzonego funkcjonalnego obrazowania metodą rezonansu magnetycznego (fMRI) u niewidomego wykazano większą aktywność obszarów kojarzenia wizualnego, a także takich części mózgu, jak zakręty Heschla, stanowiących pierwszorzędowe pole słuchowe. Wbrew temu, co wcześniej sądzono, mózg niewidomego wykazał użycie mechanizmów kojarzenia wizualnego, a nie samych obszarów za nie odpowiedzialnych. W odniesieniu do poprzednich badań zasugerowano, że te obszary w mózgu osoby niewidomej, które otrzymują nową funkcję, przyjmują ją nie tylko w odniesieniu do zadań muzycznych, ale generalnie stają się użyteczne w innych procesach związanych ze słyszeniem. Biorąc pod uwagę fakt, że badany niewidomy rozpoczął naukę muzyki wcześniej niż stracił wzrok, badacze uznali, że potwierdza to teorię, iż regiony w mózgu odpowiedzialne za widzenie, zmieniając swoją funkcję i, stając się odpowiedzialne za przetwarzanie informacji dźwiękowych, mogą stanowić pomoc w kształtowaniu się słuchu absolutnego.

Mniej aktywny okazał się natomiast móżdżek, a aktywność ta została prawdopodobnie przekierowana do wspomnianych powyżej obszarów. Podczas, gdy u widzących posiadaczy słuchu absolutnego występuje swego rodzaju sieć, złożona między innymi z obszarów słuchowych i móżdżku, jak przypuszczają autorzy, u niewidomych te regiony są mniej aktywne, a kluczową rolę odgrywają obszary kojarzenia wizualnego. W związku z tym, że niewidomi mogą posłużyć się dodatkowymi regionami w mózgu do przetwarzania bodźców słuchowych, mają oni większe szanse na wytworzenie się słuchu absolutnego, a nawet na przedłużenie okresu krytycznego przy jego powstawaniu.

Kilka słów o moich badaniach

Jestem osobą niewidomą, a muzyka to dla mnie nie tylko pasja, lecz także obszar aktywności zawodowej, posiadam słuch absolutny. Studiując na Gdańskiej Akademii Muzycznej, poszukując interesującego zagadnienia do pracy licencjackiej, postanowiłam zgłębić temat słuchu absolutnego wśród niewidomych. Kwestia ta fascynowała mnie już od dawna, zauważyłam bowiem, że wśród moich znajomych słuch absolutny posiada znacznie więcej osób niewidomych niż widzących. To, co zaciekawiło mnie najbardziej, to czynniki sprawcze takiego stanu rzeczy. Chciałam także uzyskać odpowiedź na pytanie, jaki procent niewidomych posiada słuch absolutny. W moim badaniu wzięło udział trzydzieści osób niewidomych (dziewięć kobiet i dwudziestu jeden mężczyzn) w wieku od 12 do 38 lat. Dwadzieścioro sześcioro badanych były to osoby niewidome od urodzenia, a czworo straciło wzrok w późniejszym wieku. Spośród uczestników badania dwadzieścioro to całkowicie niewidomi, osiem osób posiadało poczucie światła, natomiast u dwóch osób zachowały się resztki wzroku. Sześcioro badanych wskazało, że występują u nich tzw. sprzężone niepełnosprawności. Aż czternaścioro badanych miało w rodzinie kogoś, kto zajmował się muzyką. Średni wiek rozpoczęcia edukacji muzycznej w badanej grupie wyniósł nieco powyżej 7 lat. Dziewięciu badanych uczyło się muzyki wyłącznie w ośrodkach dla niewidomych, dziewięciu w szkołach ogólnodostępnych wraz z osobami widzącymi, a jedenastu pobierało naukę w obu typach instytucji.

Badani zostali poddani testowi słuchu absolutnego autorstwa Diany Deutsch. Test składał się z trzydziestu sześciu dźwięków pochodzących z elektronicznego fortepianu, uszeregowanych w trzy serie. Zadanie polegało na podaniu nazwy odtwarzanych dźwięków. Aby zostać uznanym za osobę słyszącą absolutnie, należało poprawnie nazwać 80% wysokości, nie brano pod uwagę błędów półtonowych. Kolejnym etapem badania było wypełnienie kwestionariusza, który został stworzony z wykorzystaniem dostępnych narzędzi (formularze Google). Na kwestionariusz składało się dwadzieścia jeden pytań, które dotyczyły niepełnosprawności, miejsca muzyki w życiu rodzinnym, przebiegu edukacji muzycznej i wreszcie zdolności słuchowych osoby badanej. Pytania kwestionariusza zostały ułożone tak, aby uzyskać jak najpełniejszy obraz powstawania i kształtowania się absolutnego słyszenia u każdego z uczestników badania.

Po przeprowadzeniu testu na słuch absolutny podzieliłam moją grupę na trzy podgrupy według wyników uzyskanych w tym teście.

·        Pierwsza - posiadacze słuchu absolutnego (więcej niż 80% poprawnych odpowiedzi w teście) to czternaście osób. Prawie wszyscy przyporządkowani do tej grupy badani wskazali w kwestionariuszu, że w domu rodzinnym od wczesnego dzieciństwa obcowali z muzyką, a w przypadku kilku z nich był to kontakt dość intensywny. Osoby te w większości wypadków rozpoczęły naukę muzyki przed 7. rokiem życia.

·        Druga grupa to osoby, które udzieliły od 36 do 75% poprawnych odpowiedzi, przy czym błędy, które osoby te popełniały w teście to niewielkie, tzw. błędy półtonowe, co do których badacze absolutnego słyszenia nie mają jednomyślnej opinii. Część naukowców uważa bowiem, że takie pomyłki należy uznawać za odpowiedzi poprawne. Do tej grupy zaliczyłam osiem osób. Wszystkie one zadeklarowały posiadanie słuchu absolutnego. Również tutaj większość osób miała kontakt z muzyką od dzieciństwa, przy czym mniejsza była liczba badanych, u których kontakt ten był intensywny.

·        Trzecia grupa to osoby bez zdolności do absolutnego słyszenia. Znalazło się w niej osiem osób. Naukę muzyki rozpoczęły one później niż pozostali badani, bo dopiero po ukończeniu 8. roku życia. Co zaś do znaczenia muzyki w życiu rodzinnym oraz jakości kontaktu z muzyką, można na podstawie uzyskanych informacji stwierdzić, że były one podobne, jak u uczestników zakwalifikowanych do grupy drugiej.

Po zapoznaniu się z literaturą przedmiotu postawiłam następujące hipotezy badawcze:

1.      Wśród niewidomych większy niż wśród widzących jest procent osób posiadających słuch absolutny.

Hipoteza ta potwierdziła się w pełni. Na trzydziestu badanych aż czternastu (46,7%) zostało zakwalifikowanych jako posiadacze słuchu absolutnego, przy czym dziesięciu z nich nie popełniło żadnego błędu w identyfikacji słyszanych wysokości. Taki rezultat można uznać za imponujący, biorąc pod uwagę fakt, że słuch absolutny uznaje się za zdolność występującą niezwykle rzadko. Ze względu na niejednorodność stosowanych przez badaczy kryteriów, problem stanowi jednak jednoznaczne określenie, jak wiele jest osób dysponujących tym rodzajem słyszenia. Z tego powodu utrudnione staje się dokonywanie porównań pomiędzy wynikami poszczególnych eksperymentów. Oliver Vitouch podaje, że częstotliwość występowania tego rodzaju słuchu w populacji ogólnej, według różnych badaczy, waha się od 1:100000 do 1:1000, zaś dla profesjonalnych muzyków od 1:100 do 1:5. W badaniach Ken’ichi Miyazaki, Sylwii Makomaskiej i Andrzeja Rakowskiego wśród 250 studentów Uniwersytetu Muzycznego im. Fryderyka Chopina w Warszawie jedynie 7% uznano za słyszących absolutnie. W związku z tym, że byli to studenci uczelni muzycznych, rezultat ten na pewno i tak był stosunkowo wysoki. Natomiast w badanej przeze mnie grupie znajdowały się osoby o bardzo zróżnicowanym poziomie wykształcenia muzycznego i wiedzy w tym zakresie.

2.      U niewidomych nie obserwuje się okresu krytycznego przy powstawaniu słuchu absolutnego.

Hipoteza ta nie potwierdziła się w pełni. Z analizy danych przedstawionych w kwestionariuszu przez uczestników badania wynika, że osoby zakwalifikowane do grupy posiadaczy słuchu absolutnego rozpoczęły edukację muzyczną w okolicach 7. roku życia, a więc mniej więcej w tym momencie, na który przypada tak zwany okres krytyczny w kształtowaniu się tej zdolności. Osoby nieposiadające predyspozycji do słyszenia absolutnego zaczęły uczyć się muzyki najpóźniej, średnio w okolicach 9. roku życia. Trudno jednak ocenić, na ile wyniki te odzwierciedlają rzeczywistą sytuację (nie pokrywają się bowiem z wnioskami wyprowadzonymi między innymi przez Roya Hamiltona), a na ile są efektem doboru konkretnych osób do badanej grupy. Z drugiej strony można zauważyć, że u wielu spośród uczestników słyszących absolutnie przejawy tej zdolności zaobserwowano już we wczesnym dzieciństwie, zanim rozpoczęli jeszcze formalną edukację muzyczną, co mogłoby sugerować, że predyspozycje do wykształcenia słuchu absolutnego u niewidomych mają charakter szczególny i mogą się pojawić niezależnie od tego, czy dana osoba podejmie naukę w szkole muzycznej czy też nie.

3.      Zdolność do słyszenia absolutnego u osób niewidomych nie jest zależna od ciągłej praktyki muzycznej.

Hipoteza ta potwierdziła się. Analizując studia przypadków poszczególnych badanych, można wskazać zarówno takie osoby ze słuchem absolutnym, które od wielu lat nieustannie zajmują się muzyką, jak i takie, które zarzuciły już praktykę w tej dziedzinie. Jest jednak faktem, że kilku badanych zadeklarowało, iż przez kilka lat nie mieli kontaktu z ćwiczeniami z zakresu kształcenia słuchu i właśnie to mogło stanowić przyczynę uzyskania przez nich nieco gorszych wyników, niż mogli się spodziewać. Trudno jednak zweryfikować, czy czynnik ten miał rzeczywiście wpływ na wyniki uzyskane przez nich podczas badań.

4.      Zdolność do absolutnego słyszenia u osób niewidomych nie zależy w sposób bezpośredni od czasu trwania edukacji muzycznej.

Hipoteza ta również się potwierdziła. Nie widać związku między tym, jak długo poszczególni badani uczyli się muzyki, a tym czy posiadają słuch absolutny. Pojawia się nawet przypadek osoby, która tak naprawdę nigdy nie podjęła edukacji muzycznej, a nazwy dźwięków poznała w wieku 21 lat (badany zidentyfikował 88,9% dyktowanych dźwięków). Również kilku innych uczestników badania uczyło się muzyki bardzo krótko. Można jednak wskazać przypadki osób, które pomimo kilkunastu lat nauki w szkole muzycznej nie nabyły zdolności do słyszenia absolutnego.

5.      Środowisko rodzinne i obcowanie z muzyką od wczesnego dzieciństwa mogą być czynnikami wpływającymi bezpośrednio na wykształcenie się słuchu absolutnego u niewidomych.

Hipoteza ta również się potwierdziła, choć wpływ takich czynników jest trudny do zmierzenia i jednoznacznej oceny. Dokonując jednak próby analizy tego, jak silne było oddziaływanie środowiska rodzinnego, można zauważyć, że w grupie posiadaczy słuchu absolutnego kontakt z muzyką był na ogół intensywny lub bardzo intensywny. Na tej podstawie można wnioskować, że środowisko rodzinne ma pewien wpływ na badane tu zjawisko, jednak nie jest to główny czynnik je warunkujący. Tak samo zatem, jak dzieje się to w przypadku osób widzących, środowisko rodzinne i dzieciństwo bogate w doświadczenia muzyczne mogą być czynnikami pomocnymi, jednak nie stanowią koniecznego warunku dla osiągnięcia przez dziecko wysokiego poziomu w dziedzinie słuchu muzycznego.

Podsumowując można stwierdzić, że spośród przyjętych hipotez badawczych w pełni nie potwierdziła się jedna, dotycząca braku występowania u niewidomych okresu krytycznego w powstawaniu zdolności do absolutnego słyszenia. Badanie potwierdziło zasadność pozostałych hipotez. Z ich interpretacji wynika, że jedynym czynnikiem, który może mieć znaczący wpływ na słyszenie osoby niewidomej, jest intensywny kontakt z muzyką w dzieciństwie. Inne omawiane tu czynniki pozostają bez związku ze zdolnościami słuchowymi osób z dysfunkcją wzroku. Wynika stąd, że niewidomi, niezależnie od uwarunkowań zewnętrznych, prawdopodobnie dzięki wyjątkowej wrażliwości słuchowej, mają większe predyspozycje do słyszenia absolutnego i to właśnie dzięki temu odsetek niewidomych słyszących absolutnie jest o tyle większy niż wśród osób widzących.

Z moich badań moich wynika, że niewidomi posiadacze słuchu absolutnego, w jego najpełniejszej formie, zaczynają muzyczną edukację w okolicach 7. roku życia, czyli wcześniej niż ci, u których nie wykształciła się ta zdolność, a zatem, wbrew wcześniejszym założeniom, także u osób niewidomych widoczna jest korelacja między wiekiem rozpoczęcia edukacji muzycznej a stopniem rozwoju zdolności słuchowych. Być może dalsze badania oparte na większych próbach, pozwolą na dokonanie bardziej wiarygodnych ustaleń w tym względzie.

Z uwagi na to, że badana grupa, pod pewnymi względami, okazała się zbyt mało zróżnicowana, nie było możliwe określenie, jaki wpływ na poddane analizie zjawisko mają czynniki związane z samą niepełnosprawnością wzroku. Wśród badanych znalazło się niewiele osób, u których zaburzenia zmysłu wzroku pojawiły się po urodzeniu, trudno zatem na tej podstawie określić, czy wiek utraty wzroku ma znaczenie przy powstawaniu słuchu absolutnego. Biorąc pod uwagę wyniki testu przeprowadzonego przez Catherine Van, dotyczącego słuchu wysokościowego, kategoryzacji barwy oraz pamięci wysokości, w którym w większości zadań najlepiej poradzili sobie niewidomi od urodzenia, a osoby ociemniałe na późniejszym etapie życia uzyskały wyniki zbliżone do grupy kontrolnej , można założyć, że rzeczywiście największe szanse na wykształcenie słuchu absolutnego mają ci, którzy od samego początku pozbawieni są bodźców wzrokowych. Analizując uzyskane przeze mnie wyniki, można zauważyć, że w grupie posiadaczy pełnego słuchu absolutnego nie znalazł się nikt, kogo można by uznać za ociemniałego, z drugiej strony trzeba jednak powiedzieć, że proporcja uczestników ociemniałych w grupie badanej jest zbyt mała, aby tego typu porównania były w pełni uprawomocnione. Podobnie zbyt mały odsetek osób słabowidzących, przy znacznej przewadze całkowicie niewidomych, sprawił, że niemożliwe stało się ustalenie korelacji między zdolnością do absolutnego słyszenia a stopniem niepełnosprawności wzroku.

Jeśli przyjąć, że ani czas trwania muzycznej edukacji, ani ciągła praktyka muzyczna nie są w żaden sposób związane z posiadaniem słuchu absolutnego przez niewidomych, interesujące staje się znalezienie odpowiedzi na pytanie, co jest rzeczywiście najważniejszym powodem tak imponującej ilości słyszących absolutnie w branej pod uwagę grupie. Wydaje się, że osoby niewidome wykazują się szczególną wrażliwością słuchową, tak właśnie są stereotypowo postrzegane i jest w tym twierdzeniu sporo prawdy. Wrażliwość ta występuje u dzieci niewidomych już od najmłodszych lat, co jest niezwykle pomocne w powstawaniu słuchu absolutnego, o czym świadczy fakt, że większość niewidomych obserwuje u siebie przejawy tego rodzaju słyszenia odkąd pamięta.

Analizując dostępne źródła oraz biorąc pod uwagę, w jakim kierunku idą badania nad słuchem absolutnym u niewidomych, można stwierdzić, że czynnikiem o bardzo dużym znaczeniu są uwarunkowania neurologiczne, a konkretnie zaangażowanie obszarów wizualnych, przejmujących funkcje słuchowe. Dzięki temu niewidomi uzyskują nowe możliwości – dysponując dodatkowymi regionami odpowiedzialnymi za słyszenie mają większe szanse, by rozwinęły się u nich lepsze zdolności słuchowe. Specjalne warunki rozwoju mózgu zostały stwierdzone również u widzących posiadaczy słuchu absolutnego. W roku 2011 Psyche Loui wykazała, że osoby słyszące absolutnie posiadają w mózgu dodatkowe połączenia, które mogą stać się wymaganiem wstępnym dla wytworzenia się tej zdolności, choć autorka wskazuje również na konieczność wczesnego rozpoczęcia edukacji muzycznej. Inaczej mówiąc, jej zdaniem na powstawanie słuchu absolutnego mają wpływ zarówno wrodzone predyspozycje, jak i czynniki środowiskowe. Posiadacze słuchu absolutnego stanowią grupę unikatową pod względem właściwości struktury mózgu, a zwiększona ilość materii białej powstaje jako rezultat wczesnego rozpoczęcia kształcenia muzycznego.

Naukowcy z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, którzy porównali skuteczność kilkutygodniowego treningu słuchowego i muzycznego u dzieci i młodzieży z dysfunkcją wzroku oraz jego wpływ na zadania z zakresu percepcji słuchowej, twierdzą, że trening muzyczny przynosi najlepsze rezultaty u dzieci z dysfunkcją wzroku mniej więcej do 11. roku życia.

Ponieważ  muzyka jest najprzystępniejszą dziedziną sztuki dostępną niewidomym, a brak wzroku najprawdopodobniej sprzyja powstawaniu większych niż u osób widzących predyspozycji do tego rodzaju aktywności, wydaje się, że warto w procesie rehabilitacji i kształcenia tej grupy dzieci położyć szczególny nacisk na edukację muzyczną. Jak twierdzi Wanda Szuman, muzyka może doskonale spełniać rolę czynnika integrującego i uspołeczniającego już małe dzieci niewidome.

Korzystne działanie ma słuchanie takiej muzyki, która pobudza dziecko niewidome do aktywności ruchowych. Warto zapewniać mu kontakt z różnego rodzaju instrumentami, szczególnie przydatne są tu wszelkiego rodzaju perkusjonalia, a także instrumenty melodyczne, które motywują dzieci ze słuchem muzycznym do wygrywania melodii. Próby, które dziecko podejmuje, aby wydobyć dźwięk z instrumentu, oraz to, że wsłuchuje się w jego brzmienie, może być przesłanką, że należałoby rozpocząć systematyczną naukę muzyki. Jednocześnie nie należy zakładać, że każde dziecko z dysfunkcją wzroku będzie miało predyspozycje do zajmowania się muzyką, na co dowodem mogą być rezultaty badań Eweliny Jutrzyny, w których dzieci niewidome nie wykazały specjalnych uzdolnień muzycznych, zdobywając w testach wyniki bardzo przeciętne. Nie zmienia to faktu, że wśród niewidomych można znaleźć wiele osób ze zdolnościami muzycznymi, dla których ta dziedzina sztuki stanowi niezwykle istotny element życia, czego dowodzi w obu swoich publikacjach Adam Ockelford. Dlatego tak ważne wydaje się, aby ten potencjał był zauważany odpowiednio wcześnie i w miarę możliwości właściwie wykorzystywany i rozwijany. Jest bowiem bardzo prawdopodobne, że jeśli dziecko niewidome będzie od początku w szczególny sposób fascynowało się bodźcami muzycznymi, to rozwiną się u niego wyjątkowe zdolności słuchowe, w tym zdolność do słyszenia absolutnego.

 

Sprytne miasto - szanse i zagrożenia dla niewidomych mieszkańców

Jacek Zadrożny

Miasto to nie tylko zbiór budynków i ulic. Miasto to nie tylko pojęcie administracyjne i geograficzne. Miasto to skomplikowana maszyna, na którą składają się budynki mieszkalne i użytkowe, trasy komunikacyjne, miejsca wypoczynku i pracy, a także jego mieszkańcy. W socjologii istnieje odrębna kategoria poświęcona właśnie miastom i dynamice zachodzących w nich zmian.

Od pewnego czasu na warstwy infrastruktury, komunikacji i ludzi, nakładana jest kolejna, a mianowicie informacyjna. A tam, gdzie pojawia się dużo informacji, tam powstają także systemy informatyczne i interfejsy do komunikowania się pomiędzy różnymi systemami i ludźmi. W opisywanym tutaj procesie powoli zaczyna się tworzyć sprytne miasto, miasto reagujące na to, co się w nim dzieje w sposób inteligentny. Smart city.

Nicos Komninos uważa, że na inteligentne miasto składają się: kreatywna populacja mieszkańców intensywnie wykorzystująca wiedzę, efektywnie działające instytucje, rozwinięte systemy teleinformatyczne oraz zdolność do innowacji. To spore wymagania, którym niewiele miast może sprostać, ale, chociaż do ideału wciąż jej daleko, Warszawa może być jednym z nich. Warszawa jest moim rodzinnym miastem i być może dlatego wiem o nim znacznie więcej niż o innych. Tym bardziej, że miałem okazję zainteresować się jej „sprytem” bliżej przy okazji projektu Virtualna Warszawa. Wtedy dowiedziałem się, jak wielkie bazy danych na temat miast już istnieją i jak wiele wciąż jest tworzonych. Informacja cyfrowa, po odpowiednim przetworzeniu, może być niezwykle pomocna dla osób niewidomych i słabowidzących.

Ten tekst jest zaledwie szkicem dla tematu niezwykle obszernego i ewoluującego z każdym miesiącem. Z tego względu musi być napisany na pewnym poziomie ogólności, który nie straci na aktualności przez rok lub nawet kilka lat. Obecnie realizuje się eksperymenty, których wynik jest niewiadomą. Wiemy na przykład, że nadzieje, które wiązaliśmy z zastosowaniem beaconów jako technologii wspierającej mikronawigację dla osób niewidomych można włożyć między bajki. Nie oznacza to wcale, że beacony się nie przydadzą. Dlatego warto przyglądać się temu, co dzieje się na styku najnowszych technologii i struktur miejskich.

Pozyskiwanie danych do systemów

Zbieranie i udostępnianie informacji o mieście stało się możliwe dzięki postępowi technologicznemu. Tanie moduły GPS (nawigacja satelitarna), GSM (transmisja komórkowa), BLE (BlueTooth Low Energy) i inne technologie są obecnie w zasięgu ręki. Przeciętny smartfon dysponuje każdą z nich, a czasem też innymi, jak NFC i IRDA. Smartfony są też głównymi dostawcami i odbiorcami informacji w miastach. Najważniejszym graczem jest tutaj firma Google, która udostępniła za darmo system operacyjny Android oraz liczne i bardzo popularne usługi, np. Google Maps. "Za darmo" należy traktować z dużym przymrużeniem oka, bo przecież Google zarabia na tych danych, chociaż płacą za nie przede wszystkim firmy kupujące informacje o nas, czyli o użytkownikach.

W mapach Google można zobaczyć, gdzie są korki, a gdzie jechać można bez problemu. Na podstawie tych informacji mapy proponują trasy przejazdu kierowcom, a pasażerom komunikacji miejskiej podpowiadają bardziej optymalne połączenia. Warto jednak wiedzieć, skąd Google o tym wie. Otóż wie o tym od nas, czyli od użytkowników smartfonów. Te urządzenia są tak wszechobecne, że można spokojnie powiedzieć, iż każdy dorosły mieszkaniec miasta z nich korzysta, a korzystając wyraził tym samym zgodę na to, że jego smartfon wysyła pewne informacje do firmy Google. Dotyczy to użytkowników map Google na wszystkich platformach. Zatem firma Google, dzięki swoim algorytmom, może oszacować, gdzie ludzie stoją w korkach, a tą informacją może podzielić się z innymi.

Mapy Google mają jeszcze inne narzędzia do zbierania informacji. Każdy użytkownik może dodawać do nich informacje kontekstowe, na przykład informacje o nowych budynkach, firmach i instytucjach, które się w nich mieszczą, oraz o numerach telefonów, adresach WWW i godzinach otwarcia. Może też wstawiać oceny, komentarze i zdjęcia, wzbogacając zasoby informacyjne w skali trudnej do osiągnięcia przez samą firmę. Firma jest bowiem jedna, a użytkowników map - miliardy. W ten sposób powstaje społecznościowa, obszerna warstwa informacyjna, najbogatsza właśnie w miastach, bo przecież tam jest najwięcej użytkowników.

Istnieją jeszcze inne sposoby zagonienia milionów ludzi do bezpłatnego zbierania danych. Jest to na przykład serwis Foursquare, za pomocą którego można się meldować w różnych miejscach, zbierając przy tym wirtualne monety i odznaki. Bardziej aktywni użytkownicy mogą także dodawać miejsca, podobnie jak to się dzieje w mapach Google, przydzielając je do odpowiednich kategorii. Potem te punkty są dostępne dla innych użytkowników. Jeszcze ambitniejszym projektem jest Open Street Maps, gdzie stosuje się profesjonalne narzędzia do rysowania map wektorowych, udostępnianych potem użytkownikom bez ograniczeń licencyjnych stosowanych w mapach Google. Istnieją też komercyjne rozwiązania, polegające na przetwarzaniu zdjęć satelitarnych i lotniczych na mapy terenu, a także słynne samochody Google jeżdżące po różnych miastach i fotografujące je z poziomu jezdni. Zdjęcia te udostępniane są w usłudze Street View, dzięki czemu można obejrzeć okolicę, wcale się w niej nie pojawiając.

Warstwa informacji o infrastrukturze jest najbogatsza, bo też i informacje o niej zaczęto zbierać najwcześniej. Na nią zaczyna nakładać się druga, o wiele bardziej zmienna warstwa, a mianowicie warstwa komunikacyjna. Miasta, w szczególności te największe, to siatka ulic i poruszających się po nich samochodów, autobusów, tramwajów, pociągów, metra i taksówek. O ile samochody prywatne są monitorowane lub wręcz śledzone przez Google, o tyle z komunikacją miejską jest inaczej. Tu nie wystarczy skala i statystyka, bo pojazdów jest o wiele mniej, a do tego każdy jest równie istotny. Dlatego monitorowaniem autobusów, tramwajów i metra zajmują się zakłady transportowe, a taksówek - korporacje zrzeszające. Operatorzy mogą na bieżąco śledzić położenie pojazdów, by ocenić szanse na opóźnienie. Coraz częściej zajmują się tym nie ludzie, lecz wyspecjalizowane oprogramowanie monitorujące. Specjalne algorytmy zaprojektowano tak, że reagują na nietypowe zachowania pojazdów i alarmują operatorów tylko w razie potrzeby.

To jeszcze nie koniec sposobów na zbieranie danych. Bilety z paskami magnetycznymi i karty przykładane do kasowników lub do czytników w bramkach metra pozwalają na oszacowanie potoków pasażerskich. Miasto zbiera takie dane, by optymalizować rozkłady jazdy i rodzaje pojazdów. Czujniki montowane są także na skrzyżowaniach ulic, a ich zadaniem jest liczenie samochodów oraz pieszych. Wszystkie te dane płyną do serwerów, gdzie są dalej przetwarzane, łączone z innymi, porównywane i udostępniane dalej. A wszystko po to, by optymalizować.

Wreszcie należy wspomnieć o coraz liczniejszych czujnikach rozmieszczanych w miastach. Kamery monitoringu miejskiego patrzą na nas w wielu miejscach, a zapisy z nich przechowywane są na wszelki wypadek w archiwach. Czujniki pyłu, hałasu, światła i inne pozwalają na zbieranie informacji o stanie środowiska miejskiego. Celem jest poprawa stanu tego środowiska, chociaż na początkowym etapie każdy może dostać zawału, dowiadując się, w jak nieprzyjaznym otoczeniu mieszka się lub pracuje. Jednak bez informacji trudno jest podejmować racjonalne decyzje o inwestycjach.

Inteligencja wykluwająca się z danych

Mamy zatem sterty danych, których nie jest w stanie przetworzyć żaden człowiek. Trzeba do tego zaprząc komputery, a ściślej - algorytmy, w tym sieci neuronowe. Wciąż nie wiadomo, które z nich zaproponują coś sensownego, a przecież ingerowanie w tkankę miejską musi być dokonywane z delikatnością i ostrożnością. Pierwszymi rozwiązaniami w tym zakresie były systemy do sterowania światłami na skrzyżowaniach. Słynna "zielona fala" miała zapewnić kierowcom możliwość płynnego przemieszczania się pomiędzy skrzyżowaniami, o ile jadą z dopuszczalną prędkością. Próbowano robić to za pomocą programowanych na sztywno interwałów, ale to była droga donikąd. Wystarczyło bowiem jakiekolwiek zdarzenie na drodze, na przykład stłuczka, by cały misterny plan regulacji ruchu runął, a przecież w miastach takie rzeczy zdarzają się nagminnie.

Rozwiązaniem problemu płynności przejazdu mogłoby okazać się dynamiczne dopasowywanie świateł do aktualnego ruchu. Pomysł świetny i pewnie stałby się optymalnym, gdyby nie kolejna trudność. Natężenie ruchu w mieście zmienia się z minuty na minutę. Kierowcy reagują na sytuację na drodze i zmieniają swoje plany. Zmiana świateł na jednym skrzyżowaniu ma wpływ na sąsiednie, a tam zmienione - na jeszcze następne. Jest to system bardzo skomplikowany i dynamiczny, a przez niektórych naukowców porównywany do mechaniki płynów. W takim skomplikowanym systemie efektywne zarządzanie ruchem może zapewnić tylko odpowiednio zaawansowany algorytm z elementami sztucznej inteligencji. Jeszcze go nie ma, chociaż testowane są pierwsze tego typu rozwiązania.

O wiele sprawniejszymi systemami są te związane z komunikacją miejską. Tabor autobusowy i tramwajowy wyposażony w czujniki i nadajniki może komunikować się z przystankami, by dawać informacje o opóźnieniach lub wręcz przeciwnie - o punktualnych przyjazdach. Z takich informacji można całkiem sporo wyciągnąć, szczególnie jeżeli są powtarzalne. Jeżeli konkretny autobus notorycznie przyjeżdża spóźniony na jakiś przystanek, to oznacza, że rozkład jazdy jest niewłaściwie ustawiony. Można i należy go skorygować do stanu faktycznego. Pasażerowie mają zaś korzyść, mogąc na bieżąco śledzić pozycję pojazdu. Czyli w praktyce - wiedzą, czy na przystanek należy pobiec, czy wystarczy dojść tam statecznym i pełnym godności krokiem. Trochę tak działa aplikacja TramBus w Warszawie, dostarczając pasażerom informacji o przystankach, liniach i konkretnych pojazdach. To bardzo dobre rozwiązanie dla ludzi podróżujących głównie komunikacją miejską, w tym niewidomych.

Dane łączy się na różne sposoby. Zakład transportu publicznego może dostarczyć API do rozkładów jazdy, a ktoś inny może to wykorzystać do własnych potrzeb. Tak powstały systemy wspomagające znajdowanie połączeń pomiędzy dwoma punktami w mieście. Przykładem może być aplikacja Jakdojade.pl oraz mechanizm zaimplementowany w mapach Google. Na warstwę mapową nakładana jest warstwa przystanków i rozkładów jazdy, a specjalny algorytm znajduje optymalne połączenia autobusowe i tramwajowe. Wyniki mogą być dodatkowo modyfikowane danymi o korkach, by jeszcze bardziej zoptymalizować propozycje tras przejazdu przekazywane użytkownikom. Tego typu rozwiązania służą nie tylko pasażerom. Dzięki nim miasto staje się bardziej drożne, a zatem rozwiązywany jest jeden z największych problemów metropolii, jakim jest stały korek na ulicach.

Jeszcze innym przykładem wykorzystania informacji o sieciach ulic, położeniu pojazdów i korkach jest aplikacja Uber. Pozwala ona na skojarzenie kierowcy z osobą chcącą dojechać gdzieś samochodem. Taki użytkownik zamawia za pomocą aplikacji przejazd, a informacja przesyłana jest do najbliżej znajdujących się kierowców. Jeden z nich podejmuje zlecenie i rusza do użytkownika, a ten, za pomocą aplikacji, może zobaczyć, jak kierowca ma na imię, jaką rejestrację ma samochód i ile będzie wynosiła cena kursu. Uber jest doskonałym przykładem wysokiej efektywności obróbki danych, chociaż podobne mechanizmy stosują korporacje taksówkowe. Dzięki temu mniej samochodów jeździ pustych, spalane jest mniej paliwa, a pasażerowie krócej czekają na przejazd. Jednym słowem same zalety.

Miasto to maszyna, która czasem się psuje. Wymaga stałej konserwacji jezdni, chodników, mostów, parków, budynków. Mieszkańcom może się wydawać, że dziura w chodniku nie jest załatana, bo władzom miasta się nie chce. Tymczasem rzeczone władze mogą o tej dziurze wcale nie wiedzieć. Z pewnością jednak wiedzą o niej mieszkańcy chodzący po tym chodniku codziennie. Należałoby zatem zrobić prostą rzecz - przekazać wiedzę mieszkańców odpowiednim władzom. Ponownie wykorzystano nowoczesne technologie trzymane przez wszystkich w kieszeni. W Warszawie pojawiła się aplikacja mobilna, pozwalająca na łatwe zgłaszanie problemów w mieście. W zasadzie wystarczy wybrać rodzaj problemu, zrobić zdjęcie i ewentualnie dodać notatkę. Informacje przekazuje się do repozytorium, gdzie są segregowane według ważności i trafiają na listę spraw do załatwienia. Dane są zatem zbierane przez ludzi i trafiają do ludzi, ale do takiej wymiany danych potrzebny jest prosty interfejs, którym jest aplikacja mobilna. Przykłady zbierania i wykorzystywania danych w miastach można mnożyć. Jednak tyle wystarczy, by zrozumieć, jak to wszystko może się odbywać.

Co zyskuje i traci niewidomy mieszkaniec miasta?

Dosyć łatwo zauważyć, co zyskuje osoba niewidoma mieszkająca w takim sprytnym mieście. Przede wszystkim jest to dostęp do ogromnej ilości cyfrowej informacji. Jej cyfrowy charakter sprawia, że może być ona przetworzona i dostarczona w postaci dostępnej. Ta dostępność jest kluczowa dla możliwości wykorzystywania informacji, bo cóż nam z pięknych i efektownych animacji trójwymiarowych, jeżeli nie mamy dodatkowej informacji tekstowej?

Można jednak spokojnie przyjąć, że dostępność informacji cyfrowej będzie wyższa od informacji analogowej. Jeżeli tak, to należy powiedzieć, że inteligentne miasto to możliwość pozyskiwania większej ilości i lepiej przetworzonej informacji. Stojąc na przystanku autobusowym mamy dostęp do elektronicznego rozkładu jazdy, informacji o numerze nadjeżdżającego autobusu oraz opóźnieniu.

Jako mieszkańcy inteligentnego miasta niewidomi mogą zyskać to, co wszyscy inni - większą efektywność i niższe koszty utrzymania miasta. Transport publiczny, oczyszczanie ze śmieci, oświetlenie ulic, zarządzanie nieruchomościami - tu mogą się przydać dobre dane przetwarzane przez mądre algorytmy. Miasto może być coraz bardziej naszpikowane czujnikami ciepła, światła, pyłu, dymu, hałasu, kamerami monitoringowymi, modułami BLE (beacony), by zbierać jeszcze więcej informacji i szybciej reagować na zagrożenia dla mieszkańców. Z biegiem czasu może stać się coraz bardziej samoregulującą się maszyną do mieszkania.

Co jest po ciemniejszej stronie? Mam wrażenie, że nic. Owszem - warto mieć świadomość oddania części swojej prywatności, szczególnie w przestrzeni publicznej. Jednak to i tak się dzieje i procesu nie da się zatrzymać. To znaczy - pewnie się da, ale korzyści wydają się być o wiele większe od strat. Można na przykład uruchomić komputer, wpisać do wyszukiwarki słowa "fryzjer Żoliborz" i mozolnie szukać, gdzie jest najbliższy salon fryzjerski. Można jednak zrobić to o wiele łatwiej, wpisując "fryzjer" w aplikacji map Google, gdzie nie tylko znajdziemy najbliższe salony, ale od razu otrzymamy możliwość zadzwonienia i umówienia wizyty, włączenia nawigacji do salonu, a nawet przejrzenia ocen klientów. W zamian zaś oddajemy Google'owi naszą lokalizację i informację, że akurat fryzura przestała się nam podobać. Każdy może sam wyważyć, co się bardziej opłaca.

Osoba niewidoma w smart city ma o wiele większe możliwości bycia samodzielną jednostką. Nie musi tak często pytać ludzi o numer budynku lub autobusu, bo informacje takie może uzyskać we własnym smartfonie. Może stale monitorować trasę autobusu, zamiast liczyć na uczynność współpasażerów lub komunikaty głosowe. Może mieć o wiele więcej informacji, do których nie miała dostępu jeszcze kilka lub kilkanaście lat temu. To jest dla nas kolejna rewolucja informacyjna, po pojawieniu się komputerów osobistych, a przedtem - alfabetu braille'a.

Piszę ten tekst z perspektywy mieszkańca małego miasta, który wrócił właśnie z tygodniowego pobytu w Warszawie. Warszawa jawiła mi się jak doskonale działająca maszyna, zaprojektowana do ułatwiania życia mieszkańcom. Mieszkając w Warszawie przez ponad 40 lat, nie doceniałem tego, bo była to codzienność. Teraz mogę spojrzeć z dystansu i zazdroszczę mieszkańcom Warszawy infrastruktury, komunikacji publicznej, atrakcji kulturalnych. To wszystko ma jednak swoją cenę, której nie chciałem już płacić, a którą jest zmęczenie hałasem, zanieczyszczeniem, pośpiechem i zagęszczeniem ludzi. Rozwiązania związane ze smart city mogą pomóc pokonać te problemy, szczególnie jeżeli chodzi o hałas i zanieczyszczenie powietrza. Dlatego z nadzieją patrzę w przyszłość i nie wykluczam powrotu do stolicy, gdy koszt mieszkania tam będzie niższy od wynikających z mieszkania w takim miejscu korzyści.

 

Zmierzyć niepełnosprawność

Henryk Lubawy

W środowisku osób z dysfunkcją wzroku chyba od zawsze toczy się spory, o to kto lepiej czy gorzej widzi, jak ma się to do stopnia niepełnosprawności czy, jak to dawniej określano, grupy inwalidzkiej i kto w związku z tym powinien mieć większe uprawnienia, bo przecież dwie osoby, z których jedna jest całkowicie niewidoma, a druga słabowidząca, mogą mieć orzeczenie stwierdzające w każdym z przypadków taki sam stopień niepełnosprawności.

Jednym z pomysłów było wprowadzenie zerowej grupy inwalidzkiej dla tych, którzy nic nie widzą. Innym pomysłem, który pojawił się niedawno, jest orzekanie o niepełnosprawności według klasyfikacji ICF.

Przyjrzyjmy się klasyfikacji ICF

Jak sklasyfikować wg ICF niepełnosprawność wzroku?

20 lipca 2016 odbyło się pierwsze otwarte posiedzenie, powołanego z inicjatywy Polskiego Związku Niewidomych Parlamentarnego Zespołu ds. Osób z Niepełnosprawnością Narządu Wzroku. Zebrani zwrócili uwagę na wiele różnorodnych problemów w obszarze zdrowia, rehabilitacji i codziennego funkcjonowania osób z dysfunkcją wzroku. Czytając relację z tego wydarzenia wśród tematów, o jakich dyskutowali przedstawiciele różnych stowarzyszeń i organizacji zajmujących się osobami z dysfunkcją wzroku znalazłem m.in. ujednolicenie systemu orzecznictwa w oparciu o zasady klasyfikacji ICF.

Cóż to jednak jest klasyfikacja ICF? Klasyfikację ICF omawia wydana przez Centrum Systemów Informacyjnych Ochrony Zdrowia książka. Jest to formatu zeszytu szkolnego 303-stronicowe opracowanie. Po pobieżnym przerzuceniu kartek można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z czymś w rodzaju słownika lub książki telefonicznej. Trudno czytać książkę telefoniczną strona po stronie. Wystarczy odnaleźć interesujący nas numer telefonu. Reszta przecież nie musi nas zajmować. Nawet nie sposób tego dokonać. Podobnie jest i z tym opracowaniem. Sporo w nim kodów składających się z litery i kilku cyfr, po którym następuje krótszy lub dłuższy opis słowny. Tu jakieś kody dotyczące nerek, za chwilę serca, a w innym miejscu mowa o kościach ręki. Jednak mnie, a myślę, że i czytelników Tyfloświata, interesuje jedynie niepełnosprawność wzrokowa. Warto więc ograniczyć swoje zainteresowanie do tego aspektu i nie przejmować się resztą.

Korzystając z indeksu pojęć i spisu treści, w łatwy sposób odnajduję kody dotyczące widzenia. Znajdują się one w rozdziale 2., zatytułowanym „Funkcje narządów zmysłów i ból”.  W pierwszym akapicie przeczytamy krótkie streszczenie rozdziału w brzmieniu:

„Rozdział ten dotyczy funkcji zmysłów, wzroku, słuchu, smaku itp., jak również odczuwania bólu.”

Utwierdza mnie to w przekonaniu, że odnalazłem właściwe zapisy kodów. Zaraz za tym wstępem na stronie 62. mamy interesujące nas kody. Przytoczę je w sposób dosłowny.

 

„…Widzenie i funkcje pokrewne (b210-b229)

b210 Funkcje widzenia

Funkcje zmysłowe odnoszące się do odbierania obecności światła oraz wrażenia formy, wielkości, kształtu i koloru bodźca wzrokowego. Obejmuje: funkcje odbierania światła i koloru, ostrość widzenia odległego i bliskiego obrazu, widzenie jednooczne i widzenie obuoczne, pole widzenia, jakość widzenia, jakość obrazu wzrokowego, upośledzenia jak krótkowzroczność, nadwzroczność, astygmatyzm, niedowidzenie połowicze, ślepotę barw (daltonizm), widzenie tunelowe, mroczek środkowy i obwodowy, widzenie podwójne, ślepotę zmierzchową, zaburzoną zdolność przystosowania się do światła.

Nie obejmuje: funkcje percepcyjne (b156)

b2100 Funkcje ostrości widzenia

Funkcje widzenia odnoszące się do odbierania formy i konturu, zarówno dla widzenia jednoocznego jak i dwuocznego oraz widzenia na odległość i widzenia bliskiego.

b21000 Ostrość dwuocznego widzenia odległego obrazu

Funkcje widzenia odnoszące się do odbierania wielkości, formy i konturu obiektów odległych od oka przy użyciu obu oczu.

b21001 Ostrość jednoocznego widzenia odległego obrazu

 Funkcje widzenia odnoszące się do odbierania wielkości, formy i konturu obiektów odległych od oka przy użyciu wyłącznie prawego albo lewego oka.

b21002 Ostrość dwuocznego widzenia bliskiego obrazu

Funkcje widzenia odnoszące się do odbierania wielkości, formy i konturu obiektów znajdujących się blisko oka przy użyciu obu oczu.

b21003 Ostrość jednoocznego widzenia bliskiego obrazu

Funkcje widzenia odnoszące się do odbierania wielkości, formy i konturu obiektów znajdujących się blisko oka przy użyciu wyłącznie prawego albo lewego oka.

b21008 Funkcje ostrości widzenia, inne określone

b21009 Funkcje ostrości widzenia, nieokreślone

b2101 Funkcje pola widzenia

Funkcje widzenia dotyczące całego obszaru, który może być widziany przy ufiksowanym patrzeniu. Obejmuje: upośledzenia jak: mroczek, widzenie lunetowe, niedowidzenie z nieużywania oka

b2102 Jakość widzenia

Funkcje widzenia dotyczące czułości widzenia barw, czułości kontrastu i ogólnej jakości obrazu

b21020 Wrażliwość na światło

Funkcje widzenia odnoszące się do odbierania minimalnej ilości światła (minimalne oświetlenie) i minimalnej różnicy intensywności (różnica w oświetleniu). Obejmuje: funkcje adaptacji do ciemności, upośledzenia jak ślepotę zmierzchową (zmniejszenie wrażliwości na światło); światłowstręt (nadwrażliwość na światło)

b21021 Widzenie barw

Funkcje widzenia odnoszące się do rozróżniania i dobierania kolorów.

b21022 Wrażliwość na kontrast

Funkcje widzenia odnoszące się do odróżniania postaci od tła, z użyciem minimalnej ilości światła wymaganej do tego celu

b21023 Jakość obrazu wzrokowego

Funkcje widzenia związane z jakością obrazu. Obejmuje: upośledzenia jak: widzenia świateł błądzących; gorsze widzenie (pływające mroczki lub widzenie przez zasłonę); zniekształcenie obrazu, widzenie gwiazd lub błysków

b21023  Jakość widzenia, inna określona

b21029 Jakość widzenia, nieokreślona

b2108 Funkcje widzenia, inne określone

b2109 Funkcje widzenia, nieokreślone…”

I to tyle na temat widzenia. Na kolejnej, 64. stronie książki można znaleźć kody dotyczące funkcji narządów dodatkowych oka:

b215 Funkcje narządów dodatkowych oka

Funkcje struktur w oku i wokół oka, które ułatwiają funkcje widzenia. Obejmuje: funkcje wewnętrznych mięśni oka, powieki, zewnętrznych mięśni oka, w tym ruchy dowolne i śledzące oraz unieruchomienie (ufiksowanie) oka, gruczoły łzowe, akomodację, odruch źreniczny, upośledzenia jak: oczopląs, suchość oka i opadanie powiek Nie obejmuje: funkcje widzenia (b210); Rozdział 7 Funkcje nerwowo-mięśniowoszkieletowe i funkcje związane z ruchem

b2150 Funkcje wewnętrznych mięśni oka

Funkcje mięśni wewnątrz oka, takich jak tęczówka, które przystosowują kształt i wielkość źrenicy i soczewki oka. Obejmuje: funkcje akomodacji; odruch źreniczny

b2151 Funkcje powieki

Funkcje powieki, takie jak odruch ochronny.

b2152 Funkcje zewnętrznych mięśni oka

Funkcje mięśni, które są używane przy patrzeniu w różnych kierunkach, śledzeniu obiektu poruszającego się w polu widzenia, wykonywaniu ruchów skokowych celem dostrzeżenia poruszającego się obiektu oraz unieruchamianiu (fiksacji) oka. Obejmuje: oczopląs, współdziałanie obu oczu

b2153 Funkcje gruczołów łzowych

Funkcje gruczołów i kanalików łzowych. b2158 Funkcje narządów dodatkowych oka, inne określone

b2159 Funkcje narządów dodatkowych oka, nieokreślone

b220 Wrażenia związane z okiem i narządami dodatkowymi oka

Uczucie zmęczonego, suchego i swędzącego oka i pokrewne doznania. Obejmuje: uczucie ucisku za okiem, obecności czegoś w oku, nadwyrężenia oka, pieczenie w oku, podrażnienia oka Nie obejmuje: czucie bólu (b280)

b229 Widzenie i funkcje pokrewne, inne określone i nieokreślone.

 

To chyba już wszystko! Przeglądałem książkę na kilka sposobów i na temat widzenia już nic więcej w niej nie ma. Mam nadzieje, że każdy z czytelników Tyfloświata, przeglądający te określenia kodów ICF, znajdzie coś co odpowiada akurat przypadłości widzenia, jaka jest mu najbliższa. A jeśli nie, to przecież mamy kod b229, pod którym można ukryć każdy inny sposób widzenia, czy funkcji z nim związanych. Wygląda więc na to, że autorom omawianej tu publikacji udało się stworzyć pełen, systematyczny, wyrażony w formalnym języku klasyfikacji ICF, opis funkcjonalny widzenia. I to wyłożony na jedynie trzech stronach książki, zawierającej kody innych przypadłości i problemów zdrowotnych. W tym miejscu czytelnik mógłby mi powiedzieć: zadanie wykonane. Artykuł napisany.

Niestety tak nie jest. To całkowicie błędne podejście do zagadnienia - podejście wynikające z dotychczasowego sposobu myślenia o niepełnosprawności. Analizując powyższe kody okazuje się, że można, wprawdzie jeszcze nie do końca wiemy jak, bo czegoś jakby brakowało w tych określeniach dotyczących widzenia, zapisać za ich pomocą sporo informacji na temat uszkodzonego wzroku. Można się zorientować, że bardziej precyzyjne określenie, w naszym przypadku widzenia jako b210, polega na dodaniu kolejnej cyfry. Proszę raz jeszcze przeczytać powyższy wykaz. Dodając na końcu, czyli z prawej strony zero, zapiszemy w języku klasyfikacji określenie funkcji ostrości. Gdy na kolejny miejscu z prawej znajdują się cyfry od 0 do 9, możemy rozróżnić ostrość widzenia do bliży lub do dali, jednooczną czy obuoczną. Daje to więcej możliwości zapisu funkcjonowania osoby z niepełnosprawnością wzroku, ale nadal nie wykraczamy poza tradycyjny sposób myślenia o niej. Nadal myślimy, że niepełnosprawność to jedynie uszkodzenie jakiegoś narządu ciała, a zatem nadal traktujemy niepełnosprawność fizykalnie. A co w sensie podmiotowym wynika z faktu, że ktoś ma zawężone pole lub obniżoną ostrość widzenia? Jak wpływa to na funkcjonowanie tego człowieka w środowisku, w życiu? Na własne odczucie sprawności czy stanu zdrowia?

Model klasyfikacji ICF

Skoro zauważyliśmy, że problemu opisu niepełnosprawności nie da się rozwiązać, wymyślając ściślejsze i bardziej rozbudowane narzędzia do opisu tego stanu, to należy postawić sobie pytanie, czy problemem nie jest w ogóle klasyfikacja ICF? Rzecz w tym, że posługując się określeniem „klasyfikacja ICF” popełniamy pewną nieścisłość. Pełna i poprawna nazwa omawianej tutaj klasyfikacji jest nieco inna.

Międzynarodowa Klasyfikacja Funkcjonowania, Niepełnosprawności i Zdrowia ICF, bo taka jest pełna i poprawna nazwa, została przyjęta i zarekomendowana do użytku przez zgromadzenie ogólne Międzynarodowej Organizacji Zdrowia (WHO) w 2001 r. Zastąpiła ona pierwszą Międzynarodową Klasyfikację Ograniczeń, Niepełnosprawności i Upośledzeń (ICIDH), która opublikowana została w 1980 r.

Gdy już znamy pełną nazwę omawianej tutaj klasyfikacji, która jak widać mówi jednocześnie o trzech aspektach ludzkiego życia: o funkcjonowaniu, niepełnosprawności i o zdrowiu, zobaczmy, na jakim modelu niepełnosprawności została ona zbudowana.

Przypomnę zdanie zapisane na początku tego tekstu: „Zebrani zwrócili uwagę na wiele różnorodnych problemów w obszarze zdrowia, rehabilitacji i codziennego funkcjonowania osób z niepełnosprawnością wzroku”. Skoro życie z niepełnosprawnością wiąże się z koniecznością rozwiązywania na co dzień wielu problemów i to w różnych obszarach, to może warto je w precyzyjny sposób opisać, bo przecież wypadkowa wszystkich trudności i ograniczeń powoduje takie a nie inne zachowania i funkcjonowanie niewidomego czy słabowidzącego. Ma on jakieś uszkodzenia w strukturze swojego ciała, które powodują takie czy inne ograniczenia funkcjonowania tego ciała. Jednocześnie człowiek żyjący z niepełnosprawnością jest jakoś osadzony w codzienności. Wykonuje lepiej lub gorzej pewne funkcje i role społeczne. Żyje w jakimś kontekście środowiskowym. Ma rodzinę, znajomych i przyjaciół. Potrafi lub nie posługiwać się białą laską. Porusza się samodzielnie lub nie.

Pochylając się nad jakimś problemem, zawsze trochę klasyfikujemy, bo przecież ktoś sobie z czymś radzi lub nie, ktoś coś potrafi lub nie. Właśnie takie zintegrowane, czyli biopsychospołeczne spojrzenie na funkcjonowanie, niepełnosprawność i zdrowie jest podstawowym modelem ICF. Niepełnosprawność rozumie się w tym modelu jako ograniczenie w funkcjonowaniu, kładąc akcent na to, jak człowiek osobiście doświadcza własnych ograniczeń. Proponuje się odejście od postrzegania stanu chorobowego jedynie z perspektywy medycznej, dotyczącej zaburzeń struktur i funkcji ciała, ponieważ upośledzenia dotyczące funkcji i struktury ciała w codziennym doświadczeniu przekładają się na ograniczenia w wykonywaniu czynności o różnym poziomie skomplikowania, co w efekcie powoduje wykluczenie ze społecznego wymiaru życia.

Model funkcjonalny

Funkcjonowanie jest szerokim pojęciem dla funkcji ciała, struktur ciała, aktywności i uczestniczenia. Oznacza ono pozytywne aspekty wzajemnych relacji pomiędzy osobą, która żyje z określonym stanem chorobowym, a czynnikami kontekstowymi (czynniki środowiskowe i czynniki osobowe), które ją warunkują.

Przyjęty w ICF model niepełnosprawności łączy w sobie trzy perspektywy: cielesną, indywidualną i społeczną. Niepełnosprawność jest określeniem obejmującym upośledzenie funkcji i struktur ciała oraz ograniczenie aktywności i uczestniczenia. Definiuje ono negatywne aspekty wzajemnych interakcji pomiędzy jednostką dotkniętą określonym stanem chorobowym a wpływającymi na nią czynnikami kontekstowymi, zarówno środowiskowymi, jak i osobowymi.

Struktura i kody ICF

Aby efektywnie, precyzyjnie i jednoznacznie zapisać, to co wynika z przedstawionego modelu, należy wprowadzić jakąś jednoznaczną strukturę i sposób zapisu.

Klasyfikacja ICF składa się z dwóch części, a każda z nich z dwóch składników:

Część 1. Funkcjonowanie i niepełnosprawność:

a) Funkcje i struktury ciała,

b) Aktywność i uczestniczenie.

Część 2. Czynniki kontekstowe:

a) Czynniki środowiskowe,

b) Czynniki osobowe.

 

Każdy składnik klasyfikacji można opisać, używając zarówno określeń pozytywnych, jak i negatywnych.

Każdy taki element hierarchii dzieli się na rozdziały, zawierające kategorie, które są jednostkami klasyfikacji.

Każdy kod ICF składa się z przedrostka literowego, kodu numerycznego i kwalifikatora ICF. Litera oznacza miejsce w klasyfikacji:

b – funkcje ciała,

s – struktury ciała,

d – aktywność i uczestniczenie,

e – czynniki środowiskowe,

a liczba cyfr wskazuje na poziom szczegółowości kategorii.

O szczegółowości wspominałem już przy naszym przykładzie z funkcjami widzenia. Wszystkie wymienione wówczas kody były poprzedzone literką b, więc są to kody “funkcje ciała”. Występują one w pierwszej części struktury ICF wraz z kodami opisującymi struktury ciała, czyli tymi poprzedzonymi literką s. Funkcje ciała ludzkiego i struktury ciała ludzkiego zostały sklasyfikowane w dwóch odrębnych działach. Klasyfikacje te zostały tak opracowane, aby można było używać ich równolegle. Strukturalny odpowiednik „funkcji widzenia” jest zapisany w postaci „oka i związanych z nim struktur.

Funkcje ciała zostały opisane w następujących rozdziałach:

·        b1          Czynności psychiczne,

·        b2          Funkcje dotyku i ból,

·        b3          Funkcje głosu I mowy,

·        b4          Funkcje układów krążenia, krwionośnego, odpornościowego,

·        b5          Funkcje układów trawiennego, przemiany materii i hormonalnego,

·        b6          Funkcje układów moczowo-płciowego i rozrodczego,

·        b7          Funkcje układu mięśniowo-szkieletowego i powiązanych z nim struktur nerwowych oraz funkcje powiązane z ruchem,

·        b8          Funkcje skóry i struktur z nią powiązanych.

 

Natomiast struktury ciała prezentowane są w następujących rozdziałach:

·        s1           Struktury układu nerwowego

·        s2          Budowa oka, ucha i powiązanych z nimi struktur,

·        s3          Struktury powiązane z głosem i mową,

·        s4           Struktury układów krążenia, odpornościowego i oddechowego,

·        s5           Struktury powiązane z układami trawiennym, przemiany materii,

·        i hormonalnym,

·        s6           Struktury powiązane z układami moczowo-pędnym i rozrodczym,

·        s7           Struktury powiązane z ruchem,

·        s8           Skóra i powiązane z nią struktury.

Przypomnę, że funkcje widzenia znajdowały się w rozdziale b2, a ich precyzyjne przedstawienie wymagało zagłębiania się w kolejne poziomy szczegółowości tej kategorii.

 

„Funkcje i struktury ciała” stanowią pierwszy składnik (a) pierwszej części klasyfikacji ICF. Dla pełnej prezentacji pierwszej części klasyfikacji przedstawiam wszystkie możliwe rozdziały drugiego składnika (b) tej części klasyfikacji, czyli „Aktywność i uczestniczenie”:

d1          Uczenie się i stosowanie wiedzy,

d2          Ogólne zadania i polecenia,

d3          Komunikacja,

d4          Mobilność,

d5          Samoobsługa,

d6          Życie domowe,

d7          Relacje i związki międzyludzkie,

d8          Główne dziedziny życia,

d9          Życie społeczne, towarzyskie i obywatelskie.

Pierwszą część klasyfikacji przybliżyliśmy poprzez pokazanie nazw rozdziałów, w których przedstawiono jej pełen opis. Teraz przyjrzyjmy się drugiej części klasyfikacji, zatytułowanej „Czynniki kontekstowe”. Obiecuję, że tu będzie nieco mniej rozdziałów. I tak pierwszy składnik drugiej części „Czynniki środowiskowe” jest opisany w rozdziałach:

e1          Produkty i technologie,

e2          Środowisko naturalne/dokonane przez człowieka zmiany w środowisku,

e3          Wsparcie i relacje,

e4          Postawy,

e5          Usługi, systemy i polityka.

Pozostaje jedynie omówienie ostatniego składnika drugiej części klasyfikacji, określonego jako „Czynniki osobowe”.

Czynniki osobowe stanowią podmiotowe tło życia osoby, złożone z cech indywidualnych, które nie są częścią stanu chorobowego lub stanu zdrowia. Można do nich zaliczyć: płeć, rasę, wiek, inne warunki zdrowotne, sprawność fizyczną, styl życia, nawyki, wychowanie, sposoby radzenia sobie z trudnościami, środowisko społeczne, wykształcenie, zawód, przeszłe i obecne doświadczenia, ogólne wzorce zachowań, style charakteru, cechy psychologiczne i inne cechy charakterystyczne, z których wszystkie lub każda oddzielnie mogą odegrać rolę w niepełnosprawności na dowolnym poziomie. Czynniki osobowe nie są przedmiotem klasyfikacji ICF. Skoro nie są przedmiotem klasyfikacji to znaczy, że nie ma dla nich specjalnych kodów. Możemy jedynie stosować w tym miejscu opis słowny.

Każdy temat, który chcemy opisać za pomocą kodów ICF, jest zawarty w przedstawionych powyżej rozdziałach. Im dokładniejszego opisu potrzebujemy, tym większy poziom szczegółowości, a tym samym większą ilość kodów, co chciałem pokazać, przytaczając wszystkie kody opisujące funkcje widzenia. Jak można z tego wywnioskować, ilość rozdziałów i szczegółowość zawartych w nich kodów rzutuje na rozmiar książki (ponad 300 stron) w której je zebrano.

Niestety tak naprawdę to nie wszystko. Zapis nieco bardziej się komplikuje, gdyż same kody tak naprawdę nic nie znaczą.

Kwalifikatory ICF

               Już w przykładzie, a raczej prezentacji funkcji widzenia zwracałem uwagę na to, że w takim opisie jakby czegoś brakowało. Nie wiedzieliśmy bowiem, czy i w jakim stopniu opisywana funkcja widzenia jest ograniczona lub nie. Aby to określić, należy stosować kwalifikatory ICF.

Wykorzystaniu którejkolwiek kategorii ICF powinien towarzyszyć przynajmniej jeden kwalifikator, ponieważ bez kwalifikatora kody nie przekazują żadnych informacji.

Kwalifikatory opisują poziom stanu zdrowia lub stopnia zaawansowania problemu zdrowotnego, poziom funkcjonowania lub trudności w funkcjonowaniu. Mają one w omawianym opisie niepełnosprawności postać jednej, dwóch lub większej ilości cyfr po kropce.

W zależności od kategorii ICF, której dotyczy kwalifikator, problem może oznaczać: upośledzenie, ograniczenie lub barierę

XXX.0   BRAK problemu (nie obecny, nieistotny,…)                          0 – 4%

XXX.1   ŁAGODNY problem (nieznaczny, lekki,...)                            5 – 24%

XXX.2   UMIARKOWANY problem (średni,...)                                     25 – 49%

XXX.3   ZNACZNY problem (wysoki,...)                                                50 – 95%

XXX.4   CAŁKOWITY problem (skrajnie duży,...)                                96 – 100% 

XXX.8   NIEOKREŚLONY

XXX.9   NIE DOTYCZY

Składniki ICF są określane za pomocą jednej skali kwalifikatorów.

W przypadku, gdy nie ma informacji pozwalających na ustalenie nasilenia upośledzenia, stosujemy kwalifikator „8” (nieokreślony).

Przykład:  Z dokumentacji medycznej wynika, że ktoś dotknięty jest osłabieniem siły mięśniowej jednej strony ciała, ale nie ma szczegółów dotyczących wielkości upośledzenia. Należy wtedy zastosować kod:  b7302.8 upośledzenie siły mięśni jednej strony ciała, nieokreślone.

W sytuacji, gdy użycie danego kodu jest niewłaściwe lub niezasadne, stosujemy kwalifikator „9” (nie dotyczy)

Przykład: Kod b650 funkcje związane z miesiączkowaniem. W przypadku kobiet poniżej lub powyżej pewnego wieku, które nie miesiączkują należy zastosować kod: b650.9 Funkcje związane z miesiączkowaniem, nie dotyczy.

 

Dla struktur ciała stosuje się trzy kwalifikatory oznaczające w zależności od miejsca występowania:

1. kwalifikator = zakres upośledzenia

2. kwalifikator = charakter upośledzenia,

3. kwalifikator = umiejscowienie upośledzenia,

Aby nie przedstawiać dla każdego z tych kwalifikatorów pełnej tabeli jego znaczeń, przedstawię jedynie kilka przykładów.

Kwalifikator nr 1, czyli pierwsza cyfra po kropce oznacza (dla odpowiedniej cyfry):

2 – umiarkowane upośledzenie,

3 – znaczne upośledzenie,

4 – całkowite upośledzenie danej struktury ciała.

Kwalifikator nr 2, czyli druga cyfra po kropce, występowanie tych samych cyfr oznacza (dla odpowiedniej cyfry):

2 – częściowy brak,

3 – dodatkowa część,

4 – anormalne wymiary danej struktury ciała.

Natomiast gdy cyfra występuje na trzecim miejscu po kropce, czyli mamy do czynienia z kwalifikatorem nr 3, określającym umiejscowienie upośledzenia struktury ciała te same przykładowe cyfry występujące w tym miejscu oznaczają odpowiednio:

2 - lewy,

3 -przód ,

4 – obustronny.

Dla każdego z tych trzech kwalifikatorów wystąpienie cyfry 8 oznacza nieokreśloność, a 9 – nie dotyczy.

Dla lepszego zobrazowania powyższych informacji, przedstawiam przykład:

b21001.3 s2204.322 – kody te odczytujemy jako: znaczne upośledzenie ostrości widzenia jednoocznego do dali z powodu znacznego uszkodzenia struktury soczewki spowodowanego częściowym brakiem jej w lewym oku.

Jak nie trudno się domyślić kod s2204 to soczewka oka, a odpowiedni kod dotyczący funkcji widzenia można sprawdzić w cytowanym wcześniej pełnym ich wykazie.

Dla scharakteryzowania drugiego składnika pierwszej części klasyfikacji ICF „aktywność i uczestniczenie” stosujemy dwa kwalifikatory:

1. kwalifikator – wykonanie,

2. kwalifikator – zdolność. 

„Wykonanie” opisuje, co osoba robi w jej aktualnym otoczeniu. Wykonanie uwzględnia czynniki środowiskowe – wszystkie aspekty świata fizycznego, społecznego i nastawienia społecznego.

Zdolność opisuje zdolność osoby do wykonania zadania/działania w standardowym otoczeniu. Określa najwyższy prawdopodobny poziom funkcjonalny, jaki może osiągnąć dana osoba.

Bez wnikania w szczegóły i podawania całego zakresu tych kwalifikatorów może przytoczę jedynie przykład. Słynny biegacz Pistorius z pewnością może być opisany przy pomocy takich dwóch kodów:

s7501.413 – całkowite upośledzenie z całkowitym brakiem struktur obu nóg poniżej kolan

oraz

d4552.04 – brak ograniczeń w bieganiu oraz całkowite ograniczenie zdolności do biegania (w przypadku braku urządzeń wspomagających).

Poruszanie się osoby niewidomej można opisać kodem:

d450.23 – umiarkowane trudności w wykonaniu i znaczne trudności w zdolności w zakresie chodzenia.

Oba kwalifikatory (kwalifikator zdolności i kwalifikator wykonania) można stosować zarówno w przypadku korzystania, jak i niekorzystania przez daną osobę z urządzeń wspomagających albo pomocy innych osób. Chociaż ani urządzenia wspomagające, ani pomoc innych ludzi nie eliminują upośledzenia, to jednak mogą usuwać ograniczenia funkcjonowania w określonych dziedzinach. Ten sposób kodowania jest szczególnie przydatny, aby określić w jakim stopniu funkcjonowanie osoby byłoby ograniczone bez korzystania z urządzeń wspomagających.

O kwalifikatorach można by jeszcze wiele pisać. Niestety nie ma tu miejsca na pełną ich prezentacje. Istotne jest, aby pamiętać, że kody nabierają znaczenia dopiero po ich zastosowaniu.

Na koniec jeszcze jeden przykład wyrażenia opisującego niepełnosprawność w języku omawianej klasyfikacji. Taki kod, wraz z kwalifikatorem, z pewnością może się znaleźć w opisie osoby z niepełnosprawnością ruchową, poruszającej się na wózku dzięki asystentowi, jak i w opisie niewidomego przemieszczającego się z przewodnikiem: e320+4 – całkowite ułatwienie w zakresie „Przyjaciele”.

Jak szczegółowo określać stan zdrowia?

W ICF stan zdrowia danej osoby i elementów z nim związanych określa się za pomocą szeregu kodów, które obejmują obie części klasyfikacji. W związku z tym maksymalna liczba kodów dla jednej osoby wynosi 34 na poziomie jednocyfrowym (8 funkcji ciała ludzkiego, 8 struktur ciała, 9 dla wykonania i 9 dla zdolności). Analogicznie, kodów drugiego poziomu jest 362. Przy bardziej szczegółowej klasyfikacji liczba kodów wynosi 1424. W rzeczywistych zastosowaniach ICF zestaw od 3 do 18 kodów może być wystarczający, aby opisać przypadek z dokładnością do drugiego poziomu (trzy cyfry). Bardziej precyzyjny zapis czwartego poziomu jest na ogół wykorzystywany w usługach specjalistycznych (np. wyniki rehabilitacji, geriatria), podczas gdy klasyfikacja drugiego poziomu może być wykorzystywana do oceny badań sondażowych i badań klinicznych.

W pewnych bardzo szczególnych zastosowaniach okazuje się jednak, że kodowanie nawet do czwartego poziomu może być niewystarczające. Tak na przykład instruktorzy Fundacji Aktywnej Rehabilitacji, aby opisać proces przesiadania się podopiecznych z wózka inwalidzkiego na zwykłe krzesło, wprowadzili, a raczej uszczegółowili standardowe kody, tworząc dla własnych potrzeb kolejny poziom opisu. W ten sposób powstało poza standardowe rozszerzenie klasyfikacji ICF wykorzystywane tylko w ramach pewnej organizacji. Po zatwierdzeniu takiego rozszerzenia przez WHO może ono stać się powszechnie obowiązującym.

Przy tak wieloaspektowym spojrzeniu na niepełnosprawność, które pociąga za sobą konieczność użycia wielu kodów wraz z odpowiednimi kwalifikatorami, opisem na pewno nie może zająć się jeden człowiek, lekarz orzecznik. Niezbędne jest współdziałanie wielu specjalistów. Wymaga to ich współpracy i umiejętności wymiany informacji o osobie z niepełnosprawnością. Do tego właśnie świetnie nadaje się ICF.  Pełen opis z wykorzystaniem 1424 kodów jest praktycznie niemożliwy. Dla praktycznych zastosowań tworzy się więc profile kategorialne.  Wydawało by się, że jeśli jakaś cecha nie dotyczy opisywanej osoby to po prostu można jej nie opisywać. Jeśli jednak posługujemy się szablonem profilu to koniecznie trzeba wypełnić pola dla każdego kodu nawet, jeśli jakaś cecha nie dotyczy osoby opisywanej. Dysponujemy przecież kwalifikatorami, które pokazują w jakim stopniu dana cecha czy stan organizmu się ujawnia. Przypomnę, że kwalifikator 8 oznacza „nie określony”, a 9 „nie dotyczy”. Polecam raz jeszcze przeczytać szczegółowe przykłady dla tych kwalifikatorów.

 

Omawiany tutaj język opisu niepełnosprawności ma tę właściwość, że osoby z tym samym uszkodzenie mogą mieć zupełnie inne kody ICF. Istotna jest bowiem perspektywa subiektywna; pacjenci dotknięci tą samą lub podobną dysfunkcją mogą w różny sposób wartościować poczucie własnych ograniczeń. Dla jednego najważniejsza będzie utrata możliwości poruszania się, dla innego strata pracy, a dla jeszcze innego uzależnienie od najbliższych w wykonywaniu prostych czynności, brak kontroli nad czynnościami fizjologicznymi, czy też utrata sprawności seksualnej.

Wracając teraz do tego, od czego rozpocząłem moje rozważania, czyli osób z dysfunkcją narządu wzroku i pomysłu aby wprowadzić system orzecznictwa w oparciu o klasyfikacje ICF, można sobie wyobrazić, że zostanie wypracowany odpowiedni profil dla opisu tej grupy osób. Zresztą wiele profili jest już przygotowanych przez Międzynarodową organizacje zdrowia, więc być może można skorzystać z już istniejącego. Pewnie jednak będzie tak, że konieczne będzie przystosowanie lub stworzenie takiego profilu zgodnie z naszą krajową specyfiką i potrzebami. Jak szczegółowy będzie taki profil? Pamiętajmy, że niezależnie od jego szczegółowości opis dla każdej osoby z dysfunkcją wzroku będzie musiał zawierać wszystkie jego kody! Do czego tak naprawdę będzie służył? Oczywiście będzie służył do opisu funkcjonowania, niepełnosprawności i zdrowia osób z dysfunkcją wzroku. ICF jest świetnym narzędziem do monitorowania np. procesu rehabilitacji. Można przecież np. dokonać opisu dla pacjenta przed turnusem rehabilitacyjnym i po jego zakończeniu. Wówczas bardzo szybko będzie można wychwycić jakie aspekty życia danej osoby uległy poprawie, a nad jakimi należy jeszcze popracować. To bardzo przydatne zastosowanie ICF, które zresztą jest już od kilku lat praktykowane w naszym kraju o czym nieco więcej dalej.  Z pewnością ICF również świetnie pokaże jak zmieniła się sytuacja życiowa niewidomego po zastosowaniu sprzętu tyfloinformatycznego. Zastosowanie klasyfikacji mogłoby przyczynić się do wypracowania jasnych i jednolitych zasad uzyskiwania dofinansowania do jego zakupu. Dysponujemy przecież kwalifikatorami zdolności oraz wykonania, których zastosowanie w tym kontekście wsparcia technicznego było przedstawione wcześniej.

Zastanówmy się nad nieco innym przykładem zastosowania, którego szczerze powiedziawszy osobiście sobie nie wyobrażam. Nie wyobrażam sobie np. sytuacji gdy oto dwie osoby z dysfunkcją wzroku chcą skorzystać dajmy na to z ulgi komunikacyjnej. Obie posiadają orzeczenia z kilkudziesięcioma wypisanymi kodami ICF. Zapisy te różnią się jednak w kilku lub kilkunastu miejscach. I co wówczas? W tej chwili jest tak, że w zależności od stopnia i rodzaju niepełnosprawności można skorzystać z różnych ulg w komunikacji. Rozwiązaniem jest jakiś mechanizm upraszczający, sprowadzający długi zawiły zapis kodowy do dwóch lub trzech grup do których zaliczylibyśmy dane osoby w zależności od tego w jakim stopniu taka ulga komunikacyjna by im się należała. Tyle tylko, że taki mechanizm upraszczający doprowadzał by do obecnej sytuacji. Dokładnie takiej jaką mamy obecnie, do trzech stopni niepełnosprawności, lekkiej, umiarkowanej i znacznej lub dowolnie jakoś inaczej, w zależności jakich nazw użyjemy. To oczywiście tylko przykład, ale prócz ulg komunikacyjnych jest bardzo wiele sytuacji w których taki bardzo precyzyjny opis jaki umożliwia ICF należało by sprowadzić do sytuacji, gdy trzeba wybrać z całego grona osób z dysfunkcją wzroku tych którym coś przysługuje lub nie, albo po prostu niewidomych i słabo widzących.

A może będzie tak, że taki podział na niewidomych i słabowidzących przestanie funkcjonować gdy zaczniemy stosować klasyfikacje ICF i będziemy mówić jedynie o osobach z dysfunkcją wzroku, a moje wątpliwości w tym zakresie wynikają po prostu ze „starego sposobu myślenia”, którego nie jestem w stanie się w pełni wyzbyć.

Szkolenie to konieczność

Klasyfikacja ICF jest, jak starałem się przedstawić, dość trudna w odbiorze. Nie tylko z powodu ogromu stosowanych kodów, ale dość specyficznego języka, jakim wyjaśnione jest ich znaczenie. Było to jedną z przyczyn dosłownego cytowania zapisanego tymże językiem całego fragmentu z opisem funkcji widzenia. W wydanej przez Centrum Systemów Informacyjnych Ochrony Zdrowia książce wręcz zamieszczono zalecenie:

„Użytkownikom bezwzględnie zaleca się przeszkolenie w wykorzystaniu klasyfikacji prowadzone przez WHO i sieć ośrodków współpracujących”.

Miałem przyjemność uczestniczyć w szkoleniu dla pracowników, wolontariuszy i przedstawicieli organizacji pozarządowych z zakresu Międzynarodowej Klasyfikacji Funkcjonowania, Niepełnosprawności i Zdrowia ICF (zorganizowanym przez Fundację Aktywnej Rehabilitacji „FAR” oraz Stowarzyszenie Pomocy Dzieciom Niepełnosprawnym "Krok za krokiem"). Trzydniowe, bardzo intensywne szkolenie przygotowane było w oparciu o materiały Międzynarodowej Organizacji Zdrowia WHO oraz własne doświadczenia. Fundacja Aktywnej Rehabilitacji już od kilku lat stosuje klasyfikacje ICF w swojej codziennej pracy z osobami z niepełnosprawnością ruchu, w większości przypadków po urazach rdzenia kręgowego. Stąd być może większość własnych doświadczeń prezentowanych w trakcie zajęć obejmuje tę właśnie grupę niepełnosprawności. Prowadzący zajęcia podkreślali wielokrotnie, z jakimi trudnościami spotykali się, rozpoczynając pracę z nowym narzędziem i jakie w tej chwili, po nabraniu doświadczenia, wynikają z tego korzyści. Zajęcia zaczynały się od bardzo ważnego stwierdzenia, które przytoczę w moim tekście na końcu. Mianowicie ICF jest tylko i wyłącznie pewnym językiem opisu. Językiem bardzo sformalizowanym i międzynarodowym. Zaletą tego języka jest właśnie jego międzynarodowy charakter. Opis wykonany przez specjalistów w jednym kraju jest jak najbardziej odczytywalny i dający się zastosować w innym kraju, co przy zwiększającej się globalizacji jest przecież bardzo istotne.

Na koniec jeszcze jedna uwaga. Często spotykamy się z błędnym poglądem, że ICF dotyczy wyłącznie osób z niepełnosprawnościami, podczas gdy w istocie dotyczy wszystkich ludzi. Za pomocą ICF można opisać wszystkie aspekty zdrowia i stany związane ze zdrowiem. Innymi słowy, ICF ma zastosowanie uniwersalne.

ICF nie klasyfikuje ludzi, ale charakterystyczne cechy stanu zdrowia w kontekście ich indywidualnej sytuacji życiowej oraz wpływów środowiska. Dlatego nie należy definiować ludzi w kategoriach upośledzeń, np. zamiast zwrotu „osoba upośledzona umysłowo" klasyfikacja posługuje się określeniem „osoba z trudnościami w uczeniu się".

Należy również pamiętać, że opis jaki można sporządzić w ICF dla konkretnego człowieka, nie jest dany raz na zawsze. Jest to opis dynamiczny, tak jak dynamiczne jest życie.

Przy pisaniu tekstu posługiwałem się materiałami szkoleniowymi FAR oraz wspominaną kilka razy książką: „Międzynarodowa Klasyfikacja Funkcjonowania Niepełnosprawności i Zdrowia (ICF)”, wydaną przez Centrum Systemów Informacyjnych Ochrony Zdrowia na podstawie zgody do wydania w języku polskim udzielonej przez Dyrektora Generalnego Światowej Organizacji Zdrowia  Tytuł oryginału: International classification of functioning, disability and health (ICF) © Światowa Organizacja Zdrowia 2001

Książka jest dostępna w Internecie w formacie PDF*. Jednak zachęcam do skorzystania ze szkoleń, choćby po to aby nie popełniać błędów takich jak przedstawiony w moim tekście, który jednak poczyniłem rozmyślnie, aby pokazać, czym ICF nie jest,. Niektóre z przytoczonych tu określeń i sformułowań zaczerpnąłem wprost z podanych materiałów. Być może o bardzo formalnym języku, jakim jest ICF, nie można inaczej pisać, a być może jeszcze wszystkiego nie wiem i nie potrafię prościej przedstawić tematu. Mam jednak nadzieje, że choć w minimalny sposób przybliżyłem czytelnikom to zagadnienie i narzędzie, którym jest Klasyfikacja  ICF. Jestem  przekonany, że czytelnicy mówiąc o Klasyfikacji ICF, czy po prostu ICF zawsze będą mieli na myśli pełną i poprawną nazwę Międzynarodowa Klasyfikacja Funkcjonowania, Niepełnosprawności i Zdrowia ICF.

 

*Książkę w polskiej wersji językowej można znaleźć na oficjalnej stronie WHO oraz na stronie Centrum Systemów Informacyjnych Ochrony Zdrowia

·        http://apps.who.int/iris/bitstream/10665/42407/67/9241545429_pol.pdf

·        https://www.csioz.gov.pl/fileadmin/user_upload/Wytyczne/statystyka/icf_polish_version_56a8f7984213a.pdf

 

Pracownik z dysfunkcją wzroku okiem potencjalnego pracodawcy

Stefan Dunin-Wąsowicz

O tym jak się będzie zmieniać postrzeganie osób niewidomych przez pracodawców i o tym, że osoby niewidome również mogą chcieć spojrzeć na siebie i swoje kompetencje inaczej.

Wiele przedsiębiorstw, w tym te najlepiej rozwinięte, coraz częściej napotyka na barierę wzrostu, której źródła znajdują się w poziomie zaangażowania pracowników. Przedsiębiorstwa tworzą ludzie. Bez nich i bez ich chęci do pracy nie powstaną nowe produkty ani usługi. Wiemy z badań, że nawet jeżeli wynagrodzenie osiągnie taki poziom, aby troska o bezpieczeństwo materialne własne i najbliższych była zaspokojona, to tak czy inaczej nie będzie ono stanowiło wystarczającego elementu kształtującego wyższy stopień zaangażowania. Za pieniądze można w najlepszym razie kupić schematy i powtarzalność. Nie można kupić wyobraźni o potrzebach rynku, kreatywności rozwiązań,  wytrwałości i dbałości o wykonanie.

Te cztery kompetencje pochodzą bowiem z innych źródeł: z satysfakcji zawodowej, ale przede wszystkim z jak najpełniejszego doświadczania własnej tożsamości, także, a może przede wszystkim, w środowisku pracy. To z kolei wymaga, żeby przedsiębiorstwo, w którym i dla którego pracujemy, reprezentowało samo sobą coś więcej niż dobrze zorganizowaną maszynę. Coraz więcej pracodawców dąży zatem do tego, żeby tworzone środowisko pracy dawało możliwość przeżywania własnej tożsamości – bycia sobą. To wielka nadzieja dla osób z niepełnosprawnościami.

Obok oceny skuteczności technicznej rekrutujący będą szukali u przyszłych pracowników zupełnie nowych kompetencji i coraz pełniejszej świadomości samego siebie.

Jakie to kompetencje? Wymieniłem już te cztery podstawowe. Powtórzmy: to  wyobraźnia, kreatywność, wytrwałość i dbałość. Ta pierwsza potrzebna jest do zrozumienia, jak dany produkt czy usługa może być odebrana przez klienta. Czy wzbudzi pozytywne czy negatywne emocje? Jak intensywne? Druga to kreatywność potrzebna do rozwiązywania problemów, przeciwstawnych wymagań, osiągnięcia czasami bardzo trudnej równowagi pomiędzy potrzebnym a możliwym. Trzecia jest równie istotna. Dobrze wykonywana praca wymaga bowiem zdolności do dążenia do celu w czasie. Systematycznego i cierpliwego pokonywania trudności i oporu, a gwarancją tego jest przecież wytrwałość. Wreszcie dbałość, która wymaga gotowości zakwestionowania samego siebie lub swoich nawyków, żeby sprostać oczekiwaniom jakości.

Czy osoba niepełnosprawna ma jakieś specjalne predyspozycje, żeby mieć te, coraz bardziej potrzebne kompetencje? Czy są one większe niż u osób pełnosprawnych? To ostatnie pytanie wydaje się zresztą być nieco nie na miejscu, bo przecież prawie każdy z nas żyje z jakąś mniej lub bardziej zauważalną niepełnosprawnością. Myślę, że to oczywiście zależy przede wszystkim od postawy każdego.

Znam zaledwie kilka osób niewidomych, które obdarzyły mnie zaufaniem i podzieliły się swoim doświadczeniem i mogę się mylić w swojej intuicji i wyobraźni. Samo zamykanie oczu i nalewanie wody do szklanki nie wystarczy, żeby poczuć, doświadczyć jak to jest być niewidomym, zrozumieć, co jest potrzebne, żeby móc normalnie i samodzielnie żyć. Ale te doświadczenia i rozmowy mówią mi, że przełamywanie braku wzroku wykształca albo może wspomagać wykształcanie tych tak pożądanych we współczesnym środowisku pracy kompetencji. Nie widząc, jak mnie widzą, przeżywając ciążące podejrzenie bycia obserwowanym, osoba z dysfunkcją wzroku musi sama zbudować jakiś, z konieczności do pewnego stopnia wirtualny, model interakcji z otoczeniem. – Czy to nie wymaga wyobraźni?

Jak, nie widząc, poradzić sobie z wypłatą z bankomatu czy inną sytuacją, w której nikt nie pomyślał o dostosowaniu środowiska do potrzeb osób niewidzących? Czy to nie wymaga kreatywności?

A zdobywanie umiejętności orientacji w przestrzeni - czy to nie wymaga mobilizacji pamięci i słuchu? No właśnie, słuchania czyli aktywnego odbioru rzeczywistości, czego większość ludzi widzących po prostu nie potrafi, ponieważ są oni przytłoczeni nadmiarem informacji wizualnej.

Ale jedno to być w sytuacji, która wymusza kształcenie kompetencji, a drugie - to ich rzeczywiste posiadanie i świadome stosowanie. Zasadnicza różnica pomiędzy posiadaniem a doświadczaniem kompetencji to oczywiście poziom świadomości. Umiejętność rozróżnienia, oceny, nazwania. Marzy mi się więc program aktywizacji osób niewidomych, który tę umiejętność pomoże wykształcić. I wydaje mi się to ważniejsze niż aktywizacja poprzez naukę pracy z komputerem czy obsługą telefoniczną, choć i bez tych kompetencji technicznych nie można wykonywać swoich zadań skutecznie. Program  taki, albo przynajmniej jego część, miałby za zadanie pozwolić zrozumieć, kiedy i jaka sytuacja rzeczywiście zmobilizowała te kompetencje. Pozwoliłoby to uczestnikom nie tylko na zbudowanie/wzmocnienie poczucia wartości, ale przede wszystkim na nauczenie się, jak danej kompetencji używać i jak ją prezentować. To ostatnie może wydawać się banalne i nieistotne, ale przecież w praktyce poszukiwania i nawiązywania relacji pracy jest bardzo ważne. Nie wystarczy bowiem coś mieć. Trzeba jeszcze umieć przekonać rekrutującego, że tak jest i że kompetencja ta może być użyteczna. Rekrutowany ma bowiem tak naprawdę jedno zadanie. Spowodować, żeby osoba rekrutująca miała ochotę pracować z nowym kandydatem. Mieć ochotę to uwierzyć w użyteczność kompetencji i szczerość motywacji.

Wobec tego na zakończenie może jeszcze kilka słów o prezentowaniu swoich umiejętności. Dobra prezentacja zaczyna się od słuchania, nie zaś od tego, czego często doświadczamy w postaci słowotoku produkowanego przez różnego rodzaju sprzedawców. Słuchanie ma służyć rozpoznaniu potrzeby. Ma nam odpowiedzieć na pytanie, czego tak naprawdę rekrutujący szuka.

Dopiero po uzyskaniu dobrego zrozumienia i wyobrażenia o tym, co należy do zakresu obowiązków, ale przede wszystkim, zrozumieniu tego, co tak naprawdę jest potrzebne przy ich wykonywaniu, wolno nam zacząć przedstawiać, jak byśmy te zadania wykonywali. Uwiarygodnienie przez przykłady i analogię może nam pomóc, a sposób narracji przekaże naszą ochotę i prawdziwą motywację do pracy na tym właśnie stanowisku, w tym właśnie przedsiębiorstwie i, co najważniejsze, z tymi właśnie ludźmi je tworzącymi.

 

*Stefan Dunin-Wąsowicz – ekonomista, był wieloletnim dyrektorem w korporacjach międzynarodowych we Francji, Niemczech i USA, mieszka obecnie w Polsce, jest przedsiębiorcą i doradcą HR, członkiem Rady Programowej Kongresu Obywatelskiego i członkiem Zarządu Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi w Laskach.

 

Małopolska wdraża Konwencję o prawach osób niepełnosprawnych

Ewelina Bilińska

Konwencja Organizacji Narodów Zjednoczonych o prawach osób niepełnosprawnych nakłada na instytucje publiczne obowiązek dostosowania w kwestii przeciwdziałania dyskryminacji i przestrzegania praw obywatelskich osób z niepełnosprawnościami. Polska, podpisując w 2012 roku akt ratyfikacji, zobligowała się do wprowadzenia postanowień Konwencji do końca 2018 roku. Tyle teoria. A jak sprawa wygląda w praktyce? Jest ciężko. Urzędy, co prawda zdają sobie sprawę z obowiązku dostosowania świadczonych usług do potrzeb osób z niepełnosprawnościami, ale nie bardzo wiedzą, w jakich obszarach należy wprowadzić zmiany oraz w jaki sposób je wdrożyć.

FUNDACJA WPROWADZA ZMIANY W MAŁOPOLSCE

Fundacja Instytut Rozwoju Regionalnego w Krakowie, aktywnie działająca na rzecz osób z niepełnosprawnościami od 2003 roku, nie tylko na terenie województwa małopolskiego, ale także angażująca się w przedsięwzięcia o zasięgu ogólnokrajowym, zdecydowała się na realizację projektu „Małopolska wdraża Konwencję ONZ o prawach osób niepełnosprawnych”, aby posiadana wiedza i doświadczenie w zakresie konstruktywnego i wieloaspektowego wsparcia osób z niepełnosprawnościami przyniosły realne zmiany w zwiększeniu ich szans na niezależne życie w społeczeństwie obywatelskim.

INDYWIDUALNY PROGRAM

Innowacyjność Projektu opiera się na sposobie jego realizacji. Priorytetem działań jest nawiązanie współpracy w rozumieniu lokalnym, nie globalnym – ogólnym. W Fundacji wierzymy, że jedynie indywidualne, niemal personalne zrozumienie problemów osób z niepełnosprawnościami, przyczyni się do wprowadzenia realnych zmian. Ponadto chcemy odnieść się do trudności drugiej strony – jakich narzędzi brakuje starostwom, miastom, gminom, aby poziom usług świadczonych w stosunku do osób z niepełnosprawnościami był jak najwyższy. Projekt prowadzony jest na szeroką skalę, obejmuje swoim zasięgiem 54 instytucje wszystkich szczebli administracji z obszaru województwa małopolskiego.

EFEKTYWNIE I DYNAMICZNIE

Kolejne etapy Projektu pozwolą na zbadanie i zrozumienie trudności, z jakimi spotykają się osoby z niepełnosprawnościami w codziennych kontaktach z instytucjami publicznymi. Efektem prowadzonych badań i audytów będzie opracowanie rekomendacji zmian, których wdrożenie przyczyni się do zwiększenia dostępności usług świadczonych dla osób z niepełnosprawnościami przez instytucje publiczne.

PRZECIWDZIAŁANIE CYFROWEMU WYKLUCZENIU

Internet jest aktualnie jednym z podstawowych źródeł pozyskiwania informacji, swoistym oknem na świat, które powinno być dostępne dla wszystkich.

Od 30 maja 2012 roku polskie prawo precyzyjnie reguluje wymogi dotyczące dostępności stron internetowych. Zostały one określone w Rozporządzeniu Rady Ministrów w sprawie Krajowych Ram Interoperacyjności, odwołującego się do dokumentu WCAG 2.0, który zawiera wytyczne i wskazówki na temat tego, jak budować serwisy internetowe dostępne dla wszystkich. Zgodnie z rozporządzeniem wszystkie witryny urzędowe i serwisy instytucji publicznych musiały zostać dostosowane do wymagań dostępności od 1 czerwca 2015 r.

Jednak prawo prawem, a rzeczywistość podąża własną drogą, również tą wirtualną. Pomimo regulacji, dostęp do publikowanych treści jest, w dalszym ciągu, utrudniony, przez co osoby z niepełnosprawnościami narażane są na wykluczenie cyfrowe.

Dlatego jednym z działań podejmowanych przez Fundację we współpracy z firmą Utilitia, realizowanym w ramach monitoringu instytucji publicznych, jest audyt dostępności stron internetowych administrowanych przez te jednostki pod kątem przygotowania witryn i portali w sposób uniwersalny, osiągalny dla wszystkich użytkowników Internetu.

Analiza dostępności serwisów pod kątem potrzeb osób z niepełnosprawnościami oraz zgodności z rozporządzeniem Rady Ministrów z dn. 12 kwietnia 2012 r. wykazała, że 41% serwisów jest trudnodostępnych dla osób z niepełnosprawnościami. We wszystkich przypadkach spełnienie wymogów rozporządzenia Rady Ministrów nie wymaga jednak stworzenia nowych stron, a jedynie usunięcia istniejących barier w dostępie do informacji elektronicznej.

Przeważająca części badanych serwis ow (powyżej 70%) nie spełnia poniższych kryteriów dostępności:

             Alternatywa w postaci tekstu.

Dla każdej treści nietekstowej należy dostarczyć alternatywną treść w formie tekstu, która może być zamieniona przez użytkownika w inne formy (np. powiększony druk, brajl, mowa syntetyczna, symbole lub język uproszczony).

             Możliwość adaptacji.

Treści mogą być prezentowane na różne sposoby (np. uproszczony układ wizualny), bez utraty informacji czy struktury.

             Możliwość rozróżnienia.

Użytkownik powinien móc dobrze widzieć bądź słyszeć treści − mieć możliwość oddzielenia informacji od tła, np. przy pomocy zmiany kontrastu.

Ponadto 94% badanych stron internetowych nie spełnia kryterium zgodności ze specyfikacją języka, w którym były one tworzone. Strony często powstają „na skróty”, bez zachowania porządku, ładu, prawidłowej konstrukcji. Pomoc w identyfikacji problemów, a także podanie gotowych rozwiązań w celu ich eliminacji, jest elementem kluczowym w kwestii dostosowania stron internetowych do wymogów prawa, a także działaniem mającym przeciwdziałać wykluczeniu z wirtualnej rzeczywistości. Tworzenie nowych stron internetowych w dostępny sposób i dostosowanie istniejących, zgodnie z międzynarodowymi standardami, w sposób bezpośredni przełoży się na zwiększenie udziału osób z niepełnosprawnościami w życiu publicznym.

Eksperci z Fundacji Instytut Rozwoju Regionalnego przez cały okres realizacji projektu służą instytucjom profesjonalnym wsparciem, aby w jak najbardziej efektywny sposób wdrażane rekomendacje wpłynęły na zwiększenie dostępności administracji publicznej dla osób z niepełnosprawnościami.

NAPRAWIAJ NA SZEROKĄ SKALĘ

Reaguj. Działaj. Naprawiaj! Aplikacja mobilna o nazwie Naprawiacz, przedstawiona szerzej w artykule Michała Dziwisza, służy do zgłaszania naruszeń napotkanych w dostępnie do instytucji publicznych oraz ich otoczenia.

Idąc złożyć zeznanie podatkowe do Urzędu Skarbowego natrafiłeś na uciążliwe nierówności w chodniku, przy wejściu do Twojej przychodni lekarskiej nie ma poręczy przy schodach, na przejściu dla pieszych prowadzącym do biblioteki publicznej znajduje się zbyt wysoki krawężnik, uniemożliwiający bezproblemowe dojście, w Urzędzie Gminy nie ma możliwości korzystania z windy, ponieważ jest ona zamknięta na klucz? Reaguj!

Przy użyciu aplikacji Naprawiacz zgłoś, na jakie przeszkody i trudności napotykasz na swojej drodze przy załatwianiu codziennych spraw i … napraw to!

BĘDZIE LEPIEJ?

Poprzez monitoring sposobu organizacji i działań podejmowanych przez jednostki administracji publicznej, audyty dostępności ich stron internetowych, a także bezpośrednie działania naprawcze, eliminujące usterki i niedogodności architektoniczne, przekładające się na utrudnienia w dostępie do instytucji publicznych, dążymy do poprawy jakości świadczonych usług w odniesieniu do potrzeb osób z niepełnosprawnościami. Celem Projektu jest zwiększenie zdolności jednostek administracji publicznej do wdrażania postanowień Konwencji ONZ o prawach osób z niepełnosprawnościami. Udział w Projekcie to przede wszystkim szansa kompleksowej analizy poziomu dostosowania do wymogów, jakie stawiają przed instytucjami publicznymi zapisy Konwencji ONZ o prawach osób z niepełnosprawnościami, a także zwiększenia poziomu przygotowania merytorycznego pod katem obsługi oraz współpracy z osobami z niepełnosprawnościami, poprzez wspólną analizę dotychczasowych, bieżących oraz planowanych działań instytucji, sformułowanie stosownych rekomendacji oraz wsparcie instytucji w trakcie ich wdrażania.

Biorąc pod uwagę fakt stale rosnącej liczebność grupy osób z niepełnosprawnościami, a także jej coraz większą aktywność społeczną, potrzeby w zakresie dostosowania przestrzeni publicznej stają się coraz bardziej oczywiste i pilne. Nie bez znaczenia pozostaje fakt, iż w związku z ratyfikacją przez Polskę Konwencji ONZ o prawach osób niepełnosprawnych, potrzeba ta znajduje odzwierciedlenie w literze prawa. Nasz cel? Pomoc w osiągnięciu przez województwo małopolskie statusu najbardziej dostępnego i otwartego na potrzeby osób z niepełnosprawnościami województwa w Polsce.

 

Projekt „Małopolska wdraża Konwencję o prawach osób niepełnosprawnych” jest współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Programu Operacyjnego Wiedza Edukacja Rozwój.

 

Na kłopoty z dostępnością – Naprawiacz

Michał Dziwisz

W dzisiejszych czasach telefon komórkowy, albo, ściślej rzecz biorąc, smartphone, jest naszym nieodłącznym towarzyszem i zastępuje nam z powodzeniem wiele niezbędnych w przeszłości urządzeń. Za pomocą nowoczesnego telefonu wykonamy zdjęcie, napiszemy maila, przejrzymy naszą elektroniczną skrzynkę pocztową, czy wreszcie skorzystamy z mediów społecznościowych. Telefon od teraz może pełnić również funkcję interwencyjną, bo właśnie do gry wkracza Naprawiacz.

Naprawiacz to mobilna aplikacja, stworzona przez Fundację Instytut Rozwoju Regionalnego. Główne cele, które postawiliśmy sobie przy jej projektowaniu, to prostota użytkowania i dostępność. Chodzi o to, aby w każdej sytuacji Naprawiacz był pod ręką i pozwolił na wygodne zgłoszenie nieprawidłowości i uchybień w zakresie dostępności.

Jak to działa?

Wiele jest w naszym otoczeniu miejsc, procedur, instytucji, które mają na sumieniu większe lub mniejsze grzechy dostępnościowe. Z drugiej strony jesteśmy my, użytkownicy i beneficjenci, którym brak platformy pozwalającej na zgłaszanie tego typu problemów. Ile to razy przymykaliśmy oko na niedostępność strony czy budynku, bo przecież żeby wywalczyć swoje, niezbędne byłoby pisanie wielu pism, walka z niejednokrotnie oporną materią urzędniczą. Obywatel nie musi się na tym znać, nie interesują go przecież procedury, dla obywatela ważne jest to, że coś mu w życiu przeszkadza i idealnie byłoby, gdyby taki problem udało się rozwiązać. Obecnie, dzięki aplikacji Naprawiacz i wykwalifikowanym pracownikom Fundacji Instytut Rozwoju Regionalnego, jest to możliwe.

Za pomocą Naprawiacza zgłaszamy problem, który przekazywany jest do pracowników Fundacji. Skoro już o nich mowa, są to krótko mówiąc, specjaliści w swoim fachu. Obudzeni w środku nocy recytują WCAG na wyrywki, doskonale wiedzą, gdzie i do kogo się zwrócić, aby rozwiązać każdy problem dostępnościowy, nie tylko dotyczący Internetu.

Jak skorzystać z Naprawiacza?

Skoro już pochwaliliśmy się szanownym czytelnikom naszą nową aplikacją, słusznym jest sądzić, że zechcą oni to rozwiązanie jak najszybciej wypróbować. Nie trzymając Was dłużej w niepewności wyjaśniamy jak, w ciągu zaledwie kilku minut użyć Naprawiacza do zgłoszenia swojego problemu.

Wersja przeglądarkowa

Choć w nowoczesny smartphone wyposażony jest już w zasadzie każdy, tradycjonalistom proponujemy wersję webową naszego rozwiązania. Aplikacja dostępna jest pod adresem: http://www.naprawiacz.firr.org.pl. Serwis zbudowany jest z uwzględnieniem wytycznych Web Content Accessibility Guidelines 2.0, więc powinien być dostępny dla każdego bez względu na używane technologie czy ograniczenia. Po wejściu na stronę możemy od razu przystąpić do dzieła, używając odnośnika opisanego jako „Zgłaszanie uwag”. Warto jednak poświęcić odrobinę czasu na rejestrację, używając do tego celu łącza „Logowanie i rejestracja”. Podstawową korzyścią płynącą z założenia konta jest możliwość śledzenia postępów nad naszym zgłoszeniem. Oczywiście, zawsze zrobimy wszystko, co w naszej mocy, żeby załatwić daną sprawę, ale jeśli ktoś ma ochotę patrzeć nam na ręce, nie mamy nic przeciwko, co więcej, zachęcamy do tego!

W formularzu zgłoszenia, będącym centralnym elementem Naprawiacza, istotne jest nadanie tytułu zgłaszanej przez nas sprawie oraz wprowadzenie opisu problemu. Ważne jest również, by przypisać sprawę do jednej z dziesięciu kategorii: edukacja, informacja, praca, architektura, przestrzeń publiczna, obsługa klienta w urzędach, wybory, transport, zabezpieczenie społeczne, inne. Kolejną bardzo ważną informacją jest podanie adresu miejsca, którego dotyczy sprawa. Aby to zrobić, wystarczy wprowadzić adres i użyć przycisku „Lokalizuj po adresie”.

Jeśli istnieje możliwość, najlepiej swoje zgłoszenie poprzeć materiałem dowodowym w postaci fotografii. Aby tego dokonać, używamy przycisku „Dodaj załączniki”. Takie dokumentowanie nie jest jednak wymagane i jeśli do zgłoszenia nie zostanie dodane zdjęcie, z pewnością nie wpłynie to negatywnie na proces jego realizacji.

Wszystko gotowe? Jeśli tak, wystarczy tylko użyć przycisku „Wyślij zgłoszenie” i resztę pozostawić pracownikom naszej Fundacji.

Aplikacja mobilna

Doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że na różnego rodzaju uchybienia dostępnościowe trafiać możecie w trakcie poruszania się po terenie, gdzie z pewnością pod ręką nie będzie komputera. Aplikacja dostępna tylko i wyłącznie przy użyciu przeglądarki WWW byłaby zatem, co najwyżej, rozwiązaniem połowicznym. Drugą połową są dwie aplikacje mobilne, dostępne na dwa najpopularniejsze i oferujące największą dostępność systemy operacyjne iOS i Google Android. Z taką aplikacją zgłaszanie problemów dostępnościowych to czysta przyjemność. Obecne smartphone’y wyposażone są w wysokiej jakości aparaty, tak więc i z przygotowaniem odpowiedniej dokumentacji fotograficznej nie powinno być problemu. Aby zainstalować naszą aplikację interwencyjną, wystarczy w wyszukiwarce AppStore lub Google Play wpisać po prostu „Naprawiacz”. Program jest darmowy i zajmuje bardzo mało miejsca w pamięci naszego telefonu. Istotne jest, aby po uruchomieniu aplikacji wyrazić wszelkie niezbędne zgody, o jakie nas poprosi. Dzięki temu automatycznie zostanie wczytana nasza informacja lokalizacyjna, nie będzie również problemu z wykonaniem zdjęcia lub dodaniem go z galerii. Pozostałe możliwości mobilnych wersji Naprawiacza są analogiczne do tego, co oferuje omówiona powyżej wersja przeglądarkowa. Możemy więc wprowadzić tytuł zgłoszenia oraz jego opis i dodać informacje lokalizacyjne, możemy również wysłać nasze zgłoszenie z poziomu zalogowanego, bądź niezalogowanego użytkownika. Istnieje również możliwość utworzenia bezpłatnego konta oraz edycji informacji o naszym profilu.

Podsumowując

Zachęcamy wszystkich do naprawiania otaczającego nas świata. Nie musicie rozmawiać z urzędnikami, nie musicie redagować skomplikowanych pism i walczyć o swoje. Fundacja Instytut Rozwoju Regionalnego zrobi to za Was. Dajcie nam tylko powody do działania, zgłaszając jak najwięcej różnorakich uchybień dostępnościowych przy użyciu aplikacji Naprawiacz. Program dostępny jest w wersji przeglądarkowej, znajdziecie go również w postaci aplikacji mobilnej dla iOS i Androida. Pobierajcie, instalujcie, a przede wszystkim aktywnie korzystajcie, z pożytkiem dla wszystkich.

 

„ZANIEZALEŻNYM ŻYCIEM”- III KONGRES OSÓB Z NIEPEŁNOSPRAWNOŚCIAMI JUŻ W PAŹDZIERNIKU!

 

25 października w Warszawie, w piątą rocznicę podpisania przez Polskę Konwencji ONZ o prawach osób niepełnosprawnych, spotkają się osoby z niepełnosprawnościami i organizacje pozarządowe z całego kraju, by przedstawić priorytety dla Strategii na Rzecz Osób z Niepełnosprawnościami i zaproponować zmiany w systemie wsparcia.

 

Za niezależnym życiem

„Za niezależnym życiem” – to hasło III Kongresu. Kongres Osób z Niepełnosprawnościami to jedyne takie ogólnopolskie forum, podczas którego niepełnosprawni, ich bliscy, opiekunowie i asystenci mają możliwość występować w swoim imieniu i głośno mówić wspólnym głosem o swoich potrzebach. W tym roku tematem przewodnim jest prawo do niezależnego życia, czyli do integracji zamiast segregacji, włączenia zamiast wykluczenia, zatrudnienia na otwartym rynku pracy zamiast w zakładach chronionych, rozwijania usług asystenckich i społecznych zamiast nieefektywnych świadczeń finansowych. Chodzi o stworzenie takich warunków, by osoby z niepełnosprawnościami mogły być niezależne i samodzielne w każdym aspekcie swojego życia, by miały takie same prawa i szanse jak obywatele pełnosprawni.

Tegoroczna edycja Kongresu ma być wyjątkowa, ponieważ po 5 latach obowiązywania Konwencji ONZ i dyskusji na temat jej wdrażania i ulepszania systemu wsparcia osób z niepełnosprawnościami, przedstawione zostaną konkretne rozwiązania. Wypracowane przez środowisko pozarządowe priorytety do Strategii na Rzecz Osób z Niepełnosprawnościami i założenia do ustaw wdrażających mają być nawiązaniem do rządowych projektów: Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju oraz Programu „Za Życiem”.

Proces przygotowania wytycznych dla nowego systemu wsparcia przedstawia się następująco:

Etap 1: Grupa ekspertów spośród organizacji partnerskich przygotowuje propozycje zmian.

Etap 2: Podczas Konwentów Regionalnych (wrzesień-październik) zmiany są konsultowane i poddawane debacie.

Etap 3: Podczas Kongresu w Warszawie (październik) przestawiane są wytyczne dla nowego systemu wsparcia, które to następnie zostają poddane szerokiej dyskusji.

Etap 4: Efekty naszej pracy zostają przedłożone Rządowi i Parlamentowi RP.

Konsultacje w regionach

III Kongres Osób z Niepełnosprawnościami poprzedzają spotkania w regionach. Ważne, by jak najwięcej osób z niepełnosprawnością miało szansę uczestniczyć w przygotowaniach Strategii na Rzecz Osób z Niepełnosprawnościami i mogło wypowiedzieć się w istotnych dla siebie tematach. Dlatego podczas 16 Konwentów Regionalnych proponowane zmiany w systemie wsparcia będą konsultowane w mniejszych grupach z osobami i organizacjami, które z różnych przyczyn nie będą mogły przyjechać do Warszawy na Kongres. Informacje na temat Konwentów w poszczególnych województwach znajdują się na stronie www.konwencja.org

Kongres to wspólna odpowiedzialność

Udział w Kongresie jest bezpłatny. Ale sama organizacja tego przedsięwzięcia to duży koszt.

Aby III Kongres mógł się odbyć, potrzebne jest blisko 70 tys. zł na jego organizację. Są to koszty m.in.: przygotowania, wypracowania materiałów merytorycznych, wynajmu sal, wydruku materiałów, poczęstunku dla uczestników, transmisji online, tłumaczenia na język migowy, audiodyskrypcji czy nagłośnienia w mediach, dlatego każda wpłacona złotówka jest na wagę złota!

Organizatorzy uruchomili na ten cel zbiórkę publiczną: https://zrzutka.pl/gg3u3u.

Każdy, komu bliskie są wartości i idee Kongresu oraz Konwencji, może realnie wesprzeć starania osób z niepełnosprawnościami w dążeniu do zmian. Za niezależnym życiem!

Za każdą wpłaconą złotówkę serdecznie dziękujemy i prosimy o udostępnienie informacji o zbiórce.

Wierzymy w to, że z Waszym wsparciem uda się po raz trzeci zorganizować tak ważne wydarzenie!

Zapraszamy do uczestnictwa!

Każdy może mieć wpływ na przygotowywane propozycje i włączyć się do dyskusji.

Na stronie konwencja.org znajduje się już formularz zgłoszeniowy na III Kongres Osób z Niepełnosprawnościami, który odbędzie się 25 października na Uniwersytecie Humanistycznospołecznym w Warszawie (ul. Chodakowska 19/31).

Udział w Kongresie jest bezpłatny dla uczestników.

 

Projekt współfinansowany ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

 

Zobacz nas w Internecie

www.tyfloswiat.pl

W portalu:

·        informacje o producentach i dystrybutorach,

·        testy i opinie o produktach,

·        informacje prawne,

·        baza szkoleń dostosowanych do potrzeb osób z dysfunkcją wzroku,

·        wydarzenia, konferencje, imprezy

... i wiele wiele innych informacji!

Projekt współfinansowany ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych.